24maj/100

Degustacja: Dalmore 12yo

Na szlaku whisky destylarnia w Dalmore nie była może najciekawszym z odwiedzonych przez nas miejsc, jednakże tym Higlandowym trunkiem zainteresowałem się znacznie wcześniej zaciekawiony mieszanką powstałą w połowie z alkoholu leżakowanego w beczkach po burbonie, w drugiej zaś części z beczek po Sherry. Zanim przejdę do właściwego tastingu chciałbym szczególnie zwrócić waszą uwagę na przepiękne zdobione, czarne kartonowe pudełko oraz równie ładną załączoną do niego książeczkę. W kwestii wyglądu, jest to whisky prezentująca się na prawdę godnie na naszej półce. Warto także zapoznać się z opisaną historią klanu Mackenzie, która tylko wzmaga poprzednie wrażenie.

Zapach:
Słodki i cytrusowy, a jednocześnie ostry. W tle delikatnie zarysowujący się pomarańcz oraz ledwie wyczuwalny torf, którego w tej destylarni używa się tylko częściowo przy suszeniu jęczmienia, reszta zaś tego procesu korzysta z węgla.

Smak:
Niezwykle bogata, oleista i ostra mieszanka. Marmolada wydaje się rysować najmocniej, nieco głębiej wanilia i biszkopt. Sherry wyjątkowo na uboczu.

Finisz:
Słodki, delikatny i raczej krótki. Ponownie wyczuwamy owoce cytrusowe, a także imbir.

Podsumowując jest to whisky wyjątkowo bogata, wymagająca pewnego skupienia, a także nastroju. Jej ostrość w pomieszaniu ze słodyczą jest dla mnie równie niewyważona jak przytłaczający miodny finisz w Glenmorangie 10yo. Z tego też powodu na co dzień przekładam nad nią AnCnoc 12yo z tego samego regionu, czy też opisywaną wcześniej Caol Ila 12yo. Nie znaczy to jednak, że zakup Dalmore 12yo jest złym pomysłem, gdyż swojej wartości nabiera właśnie wtedy, kiedy mamy ochotę na coś niezwykle wykwintnego. Osobiście jednak polecałbym 15-letnią wersję tej whisky, która jest nieco bardziej łagodna, będąc jednocześnie równie bogatą.

Marcin Makowski
Komentarze (0) Trackbacks (0)

Brak komentarzy.


Dodaj komentarz


Brak trackbacków.