Destylarnia z bliska: Talisker
O ile większość destylarni szkockich whisky mieści się w skupiskach takich jak Islay czy Dufftown, Talisker Distillery leżąca na wyspie Skye to jedyny zakład w promieniu około 100 km. Aby tam dotrzeć drogą lądową trzeba przedrzeć się przez zachodnie wybrzeże Szkocji, a potem przez naprawdę odludne rejony Highlands, aby dotrzeć do mostu na Skye. Przy okazji można jednak zobaczyć sporo ciekawych miejsc, m.in. warto odwiedzić zamek Eilean Donan czy monument i wiadukt w Glenfinnan.
Następnie wąska, jednopasmową drogą, mijając urokliwe zatoczki wyspy i pasmo gór Cullins dotarliśmy do miejscowości Carbostmore, gdzie znajduje się destylarnia. Ciekawostką są pastwiska przez które prowadzi droga i stawiane na ich granicach Cattle Grids. Są to kratownice po których nie są w stanie przejść zwierzęta
(bo w otwory wpadają im łapki), natomiast samochód przejeżdża bez problemu.
Myśląc o odwiedzinach Talisker wyobrażaliśmy sobie małą, zaściankową destylarnię z zerowym ruchem turystycznym (w końcu to prawie koniec świata) i z cieszącym się, że wreszcie ktoś przyjechał, sympatycznym przewodnikiem. To co zastaliśmy, różniło się diametralnie od naszych wyobrażeń.
Był koniec maja, zwiedzających mnóstwo. Nie starczyło już dla nas biletów dnia którego dotarliśmy, więc musieliśmy kupić bilety na dzień następny.
Zwiedzanie zaczęło się niestandardowo, bo od degustacji (dobra opcja dla kierowców, bo zwiedzanie trwa około godziny, więc jest kiedy "wytupać" alkohol). Serwowana jest wersja podstawowa Talisker 10yo, niestety ze szklanek typu tumbler. Zwyczajowo dostaje się na degustacji glencairny (a w Bowmore dostaliśmy nawet kieliszki Copita). Barman tłumaczył to faktem, że glencairny im za bardzo ginęły
.
Właściwe zwiedzanie odbyło się "na szybko", bo goniła nas następna grupa.
Destylarnia kupuje gotowy słód, tak jak inne destylarnie należące do koncernu Diageo, w Glen Ord Maltings.
Nie ma więc infrastruktury do słodowania (swoją drogą dziwne, że Diageo opłaca się dowozić słód z drugiego wybrzeża Szkocji). Odwiedziliśmy kolejno sieczkarnię, pomieszczenia kadzi zaciernych i fermentacyjnych, still room i magazyn (w formie wąskiego korytarza z dużą szybą). W dużej, zróżnicowanej w wiedzy grupie oczywiście nie było czasu na zadawanie szczegółowych pytań, więc byliśmy zdani na garść informacji, którą standardowo częstował turystów pan przewodnik.
Jednak na końcu, w sklepie, przewodnik poczęstował, jakby na pocieszenie, perełką - Talisker 18yo. Zdaje się, że nagroda Best Single Malt Whisky in the World w 2007 roku dla tej właśnie edycji była w pełni zasłużona. Nie mamy niestety notatek z tastingu, ale jeśli dodatkowe 8 lat dojrzewania daje wersji 10 letniej taką jakość, to zdecydowanie nie powinno się butelkować Talisker 10yo.
Zatem czy warto jechać taki kawał do Talisker? Warto, ale pod kilkoma warunkami. Po pierwsze - nie w "high season" - bardzo możliwe, że poza okresem turystycznym będzie tak sielsko, jak na naszej wizycie na Islay . Po drugie, jechać tam przede wszystkim zwiedzać Skye - piękno wyspy nie zawiedzie nikogo. Po trzecie - niech to nie będzie Wasza pierwsza destylarnia - tak na wszelki wypadek, żeby się nie zrazić. I po czwarte - nie można opuścić okazji do spróbowania wersji 18yo - naprawdę polecam.
A oto wynik degustacji Talisker 10yo:
Single Malt, 45,8% vol
Zapach: Ostra woń dymu i pieprzu, nuty słodkie - kwiatowe i miodowe oraz zapach morza na tle cytrusów.
Smak: Słodki, delikatnie miodowy i dymny, orzechowy. Faktura cierpka.
Finisz: Dymny z lekko wyczuwalnymi cytrusami.
Marcin Górecki




Sierpień 11th, 2010 - 10:23
zwiedzanie trwa około godziny, więc jest kiedy „wytupać” alkohol – taa, a może poczytałoby się najpierw o metabolizmie alkoholu?
Wrzesień 3rd, 2010 - 23:54
Podają ponoć 50ml (jak dla mnie to było max 35ml). Przy mojej wadze i wieku po godznie mam 0.0858500717360115 promila
Przypominam, że w UK można prowadzić do 0.8 promila. Choć ubezpieczenia z wypożyczalni aut obowiązują tylko w stanie absolutnej trzeźwości.