Powrót z Islay
Minął ponad rok, od kiedy byliśmy na Islay i kiedy marcowy sztorm pokrzyżował nam plany odwiedzenia "wielkiej trójki" - Laphroaig, Lagavulin i Ardbeg. Nienasyceni ówczesną (jakkolwiek bardzo miłą) wizytą w Bowmore wróciliśmy więc 10 kwietnia do nabrzeża promowego w Kennacraig, aby przeprawić się na wyspę i dokończyć zbieranie wiedzy o whisky. W planie - wszystkie destylarnie, z Jurą włącznie.
Krótkie podsumowanie
Na wyspie spędziliśmy 3 dni, w tym niestety niedzielę, kiedy destylarnie są zamknięte, a komunikacja właściwie nie działa (tylko w dni szkolne). Są to niedogodności podróżowania poza sezonem turystycznym, ale bycie gdziekolwiek w off-season ma wielką, nieocenioną zaletę - brak innych turystów.
Podróżując bez auta udało się nam dotrzeć do 7 destylarni (ominęliśmy Bhunahabhain i Jurę). Zwiedzliśmy sporą część Islay, spotkaliśmy w Bowmore Headher McPhee - naszą niezastąpioną przewodniczkę sprzed roku. Podczas tourów naszymi dociekliwymi i często niewygodnymi pytaniami udało nam się także obalić kilka mitów (szczegóły wktótce
).
Co do whisky
Spróbowaliśmy około 30 nowych, głównie młodych maltów (najstarsze miały 16yo) i wspólnie z Łukaszem wytypowaliśmy czwórkę robiącą największe wrażenie (jednogłośnie). Były to:
Ardbeg Supernova 2010- Bruichladdich Octomore 3_152
- Bruichladdich Port Charlotte An Turas Mor / Ardbeg Uigeadail
Destylarnie
Najlepiej wspominaną przez nas destylarnią będzie Bruichladdich. Tutaj wszystko jest jak należy - rewelacyjne whisky i cały proces produkcji, od słodowania aż do zabutelkowania, przebiega na wyspie.
Dość ciekawym miejscem jest także Kilchoman, jednak jedynie ze względu na tradycyjny i niskoskalowy proces produkcji. Degustowane przez nas wydania Kilchoman Winter 2010 i Kilchoman Spring 2011 nie przypadły nam do gustu, ale dajmy im jeszcze poczekać - należy pamiętać, że to dopiero trzylatki (pierwszą beczkę Kilchoman napełnił w grudniu 2005 roku).
Specjalne wyróżnienie dostaje Lagavulin - gdy nocą kręciliśmy się po nabrzeżu destylarni, pracujący samotnie stillman (człowiek prowadzący destylację) postanowił nas oprowadzić po zakładzie. Było jak na "nocy w muzeum"
. Jednak normalny, "publiczny" tour, był niestety przeciętny.

