21mar/120

Trójmiejski festiwal wina (i whisky)

Marcin Górecki

Nieczęsto zdarzają się degustacje w Trójmieście, zatem śpieszę z informacją, że 22 dnia marca roku 2012 w sopockim Grand Hotelu odbędzie się IV Trójmiejski Festiwal Wina. Piszę o tym przede wszystkim dlatego, że odbędą się także deustacje whisky. Spóbować będzie można whisky od Inverhouse Distillers : m.in. Balblair, Ancnoc, Speyburn i Old Pulteney.

Cena za uczestnictwo jest niewygórowana - 50PLN od pary. Bilety do nabycia tu:

Gdańsk:

  • CH Manhattan, Al. Grunwaldzka 82 tel 508 000 707
  • Galeria Bałtycka, Al. Grunwaldzka 141 tel 506 012 015

Gdynia:

  • ul. Świętojańska 13 tel 508 000 710

Do zobaczenia na miejscu :-)

19kwi/110

WhiskEy z CoolEy – smakołyki z Irlandii

Marcin Górecki


Irlandia w porównaniu ze Szkocją to destylarniowa pustynia. Bardzo duża część znanych nam whiskey z IE pochodzi z dwóch dużych zakładów - Middleton i wspomnianego Bushmills. Jest jednak jeszcze trzeci producent o którym nie wolno zapomnieć - jest to marka Cooley.

23lut/114

Jak pić whisky i czy z lodem

Marcin Górecki

40ml wody - tyle co miarka whisky
Nie ma bardziej oczywistych dodatków do whisky niż cola i lód. O tym jak i czy używać tego pierwszego pisałem już w artykule "Jak pić whisky i czy z colą?". Teraz przyszedł czas rozprawić się dodatkiem numer 2.

Scotch on the rocks
Mało kto wie skąd wzięło się to powszechne określenie oznaczające, że drink jest z lodem. Geneza tej nazwy jest bardzo prosta i właściwie "samoopisująca się" - otóż w "on the rocks" chodzi o to, aby było ...."na kamieniach" (tadaaam!).

21lut/110

Wieczór z Old Pulteney

Marcin Górecki

Od lewej: WK209, OP12yo, OP17yo, OP21yo
Witam po dłuższej przerwie.

"- Rojal mejl do ciebie" - w piątkowy poranek portierka w mojej firmie wręczyła mi kopertę dziwnie się krzywiąc. W środku znalazłem jeszcze ciepłą próbkę Old Pulteney WK 209 (do sprzedaży trafi w marcu/kwietniu), która zasiliła flotyllę spod szyldu O.P. w moim barku. Dziś postanowiliśmy uporać się z tym wszystkim, na stół trafiły regularne wersje Old Pulteney 12yo, 17yo, 21yo i jedna edycja (bardzo) specjalna - wspomniany WK 209.

W tej kolejności są uwidocznione na tytułowym zdjęciu, odpowiednio od lewej. Zacznijmy od najmłodszych:

Old Pulteney WK 209 "Good Hope"

No age dojrzewający tylko w beczkach po oloroso sherry (co znakomicie widać na zdjęciu i bardzo czuć w smaku). Ciekawostką jest pochodzenie jej nazwy - to numer burtowy i nazwa jednego z kutrów z miejscowości Wick, w pobliżu której znajduje się destylarnia. Marka Old Pulteney pretenduje do miana najbardziej morskiej whisky i mocno zaznacza marynistyczne powiązania - choćby jak obecność kutrów na etykietach czy nazwy wersji specjalnych pochodzące właśnie od nazw jednostek z pobliskiego portu rybackiego. "Good hope" to 9600 litrowych butelek, które dostać będzie można w sklepach wolnocłowych na lotniskach i bardzo rekomenduję nabycie jednej z nich. Oto noty:

18gru/100

Glenfarclas 10yo

Marcin Górecki

Whisky zimą
Nikt nie zaprzeczy, że zima w ostatnich dniach jesieni pokazuje na co ją stac. Taka aura skłania do wypełniania szklanki mocno torfowymi, ciężkimi i złożonymi maltami z Islay. Jednak gdzieś tam między rozgrzewającym Lagavulinem i ziemistym Bowmorem znalazł się w moim szkle podstawowy produkt destylarni Glenfarclas. I muszę przyznac, że nie dośc, że był nie przerywnikiem, a bohaterem tego (jeszcze) jesiennego wieczora, to chyba na stałe zastąpi w moim barku nazbyt lekkie, speysidowe malty spod znaku Glenlivet czy Glen Grant.

2gru/100

Najlepsza Whisky – ISC 2010

Marcin Makowski

ISC (International Spirits Chalange) to wysoce prestiżowe zawody, odbywające się corocznie w Londynie. W trakcie ISC ocenia się wiele różnych gatunków alkoholi z całego świata, ja oczywiście skupię się tutaj na Whisky. Przewodniczącym tej kategorii już od wielu lat w tej imprezie jest  John Ramsay. Dla tych, którzy nie wiedzą, ten pan jest przedstawicielem takich marek jak The Macallan czy Highland Park.

3wrz/100

Degustacja: Lagavulin 1993 Distillers Edition

Marcin Górecki

"Lagavulin is always a good choice" - tak powiedział pewien miłośnik whisky, który stał obok mnie gdy zawahałem się w sklepie w Edynburgu sięgając po butelkę z powyższego zdjęcia.

Mam przyjemność opisać prawdziwą whisky przez duże W : Lagavulin 1993 Distillers Edition. Butelkowana w 2009 roku, a więc po 16 latach (na rynku jest już wersja 17letnia - bottling 2010). Dojrzewająca w beczkach po bourbonie i sherry z winorośli Pedro Ximenez, producent zapewnia, że whisky zyskuje dzięki temu specyficzną słodycz. Przyjemna herbaciana barwa.


Single Malt, 43% vol

Zapach: Złożony i przyjemny. Z dala delikatna woń suszonych owoców, mocny dym, zapach lekarstw i pieprz ziołowy. W miarę zbliżania się do kieliszka wyczuwamy orzechy, a potem jod - zapach morza, który staje się bardzo wyraźny - wręcz słony, po dodaniu wody. Wtedy zaczyna być wyczuwany także karmel. Wszystko to na tle sherry.

Smak: Słodko-gorzki, antyseptyczny, dymny, orzechowy. Faktura średnio gładka.

Finisz: Długi, gorzki, torfowy i słodowo-owocowy.

Jak zatem wybrać między Lagavulin 16yo a Lagavulin 1993 DE? Polecam przeczytać opis degustacji tej pierwszej - pisałem o niej w kwietniu. A aby jeszcze bardziej zamącić tym co się głowią nad wyborem, zacytuję fragment edinburghwhiskyblog.com :

"Lagavulin 16 is perfection itself and Distillers Edition is perfection with extension, what would you rather have?"

A człowiekowi ze sklepu odpowiedziałem wtedy: "Indeed" i poszedłem szybko do kasy.

ps. Wielkie podziękowania dla mojej żony, która jest bezpośrednim sponsorem tego wpisu :D

6sie/102

Destylarnia z bliska: Talisker

Marcin Górecki

O ile większość destylarni szkockich whisky mieści się w skupiskach takich jak Islay czy Dufftown,  Talisker Distillery leżąca na wyspie Skye to jedyny zakład w promieniu około 100 km. Aby tam dotrzeć drogą lądową trzeba przedrzeć się przez zachodnie wybrzeże Szkocji, a potem przez naprawdę odludne rejony Highlands, aby dotrzeć do mostu na Skye. Przy okazji można jednak zobaczyć sporo ciekawych miejsc, m.in. warto odwiedzić zamek Eilean Donan czy monument i wiadukt w Glenfinnan.

Góry Cullins

Góry Cullins

Następnie wąska, jednopasmową drogą, mijając urokliwe zatoczki wyspy i pasmo gór Cullins dotarliśmy do miejscowości Carbostmore, gdzie znajduje się destylarnia. Ciekawostką są pastwiska przez które prowadzi droga i stawiane na ich granicach Cattle Grids. Są to kratownice po których nie są w stanie przejść zwierzęta
(bo w otwory wpadają im łapki), natomiast samochód przejeżdża bez problemu.

Droga na Skye

Droga na Skye

Myśląc o odwiedzinach Talisker wyobrażaliśmy sobie małą, zaściankową destylarnię z zerowym ruchem turystycznym (w końcu to prawie koniec świata) i z cieszącym się, że wreszcie ktoś przyjechał, sympatycznym przewodnikiem. To co zastaliśmy, różniło się diametralnie od naszych wyobrażeń.

Był koniec maja, zwiedzających mnóstwo. Nie starczyło już dla nas biletów dnia którego dotarliśmy, więc musieliśmy kupić bilety na dzień następny.

Zwiedzanie zaczęło się niestandardowo, bo od degustacji (dobra opcja dla kierowców, bo zwiedzanie trwa około godziny, więc jest kiedy "wytupać" alkohol). Serwowana jest wersja podstawowa Talisker 10yo, niestety ze szklanek typu tumbler. Zwyczajowo dostaje się na degustacji  glencairny (a w Bowmore dostaliśmy nawet kieliszki Copita). Barman tłumaczył to faktem, że glencairny im za bardzo ginęły :| .

Właściwe zwiedzanie odbyło się "na szybko", bo goniła nas następna grupa.

Przed destylarnią

Przed destylarnią

Destylarnia kupuje gotowy słód, tak jak inne destylarnie należące do koncernu Diageo, w Glen Ord Maltings.

Nie ma więc infrastruktury do słodowania (swoją drogą dziwne, że Diageo opłaca się dowozić słód z drugiego wybrzeża Szkocji). Odwiedziliśmy kolejno  sieczkarnię, pomieszczenia kadzi zaciernych i fermentacyjnych, still room i magazyn (w formie wąskiego korytarza z dużą szybą). W dużej, zróżnicowanej w wiedzy grupie oczywiście nie było czasu na zadawanie szczegółowych pytań, więc byliśmy zdani na garść informacji, którą standardowo częstował turystów pan przewodnik.

Jednak na końcu, w sklepie, przewodnik poczęstował, jakby na pocieszenie, perełką -  Talisker 18yo. Zdaje się, że nagroda Best Single Malt Whisky in the World w 2007 roku dla tej właśnie edycji była w pełni zasłużona. Nie mamy niestety notatek z tastingu, ale jeśli dodatkowe 8 lat dojrzewania daje wersji 10 letniej taką jakość, to zdecydowanie nie powinno się butelkować Talisker 10yo.

9lip/100

Scotch Whisky Experience

Marcin Górecki

Do Edynburga z dużych miast Polski można dostać się już szybciej i taniej niż do stolicy. Pośród wielu atrakcji otaczających edynburski zamek jest miejsce, którego każdego fana whisky na pewno zainteresuje szczególnie. Niewielkie, przeszklone drzwi prowadzą do kamienicy, w której mieści się wystawa Scotch Whisky Experience. Czy warto wydać 10 funtów na wizytę?

Scotch Whisky Experience to miejsce dość... rodzinne! Całość wiedzy wyłożona jest w sposób zabawny i przystępny. Wizyta zaczyna się od powolnej przejażdżki "beczką" - wagonikiem przez proces tworzenia whisky.

Historię opowiada nam sympatyczna i trochę stuknięta postać ducha blendera. Gada nawet po Polsku! Swoją drogą akcentów polskich jest kilka, np. błąd ortograficzny w polskim toaście (to są dwa słowa, prawda? :D ).

Nie pamiętam dokładnie poszczególnych lokacji, ale najzabawniej było w drożdżach :D . Ciekawostką jest to, że podczas wycieczki emitowane są zapachy i np. zapach suszonego dymem torfowym jęczmienia jest łudząco podobny do oryginału.

Kolejnym etapem jest warsztat/panel z prezentacją, pozwalający zapoznać się z nutami zapachowymi charakterystycznymi dla poszczególnych regionów Szkocji. Jest to spore uproszczenie, ale należy pamiętać, że wystawa jest dostępna dla każdego. Następnie każdy dostaje szklankę Glencairn (można zabrać je ze sobą!) i kto ukończył 18 lat może dostać symboliczny "naparstek" whisky z regionu który mu najbardziej przypasował zapachowo. Reprezentantem Islay jest Laphroaig, Speyside przedstawia Glenfarclas, z Highlands można wziąć Glenmorangie. Jest jeszcze Glenkinchie z Lowlands i coś z Campbelltown.

Degustacja następuje w kolejnym pomieszczeniu, które zawiera największą kolekcję whisky na świecie. To naprawdę magiczne miejsce i wycieczka przez historię - polecam obejrzeć stare etykiety znanych marek. Zresztą ponad 3500 butelek musi robić wrażenie!

Następnie przechodzimy do miejsca gdzie wycieczka się kończy - to doskonale zaopatrzony whisky bar z wcale niezłymi cenami. Bar jest doskonale zorganizowany - mimo dość sterylnego wystroju ma wygodne loże dla spożywających i zawiera sporo zajmujących atrakcji dla najmłodszych(!) (tak aby "tata" i "mama" mogli spokojnie raczyć się jeszcze jedną szklaneczką).

Wizyta w Scotch Whisky Experience z pewnością nie zastąpi wizyty w destylarni i dla osób będących głębiej w temacie może wydawać się laicka. Ale to bardzo fajne miejsce, żeby pójść z kimś kto niekoniecznie jest maniakiem whisky.

"Profesjonalistom" polecam udać się bezpośrednio do baru - wstęp darmowy, a można wybierać z naprawdę szerokiego wachlarza roczników. Można też wziąć udział w profesjonalnej degustacji, lub wykupić droższą wycieczkę z bonusami.

Dla zainteresowanych - oto link do strony: Scotch Whisky Experience

Hint: karty EURO<26 działają jak zniżki studenckie :)

ps. Jeśli czyta to pan redaktor z http://www.edinburghwhiskyblog.com to może dorzuci Pan parę słów od siebie :) ? Zawsze dobrze mieć garść wskazówek z pierwszej ręki...

30cze/105

Skąd pochodzi barwa whisky

Marcin Górecki

O tym skąd pochodzi barwa Uisge beatha różni ludzie różnie piszą... I zazwyczaj się mylą, bo prawda jest jedna i zupełnie nieróżnorodna. Przeglądając zasoby polskiego internetu można znaleźć różne herezje na temat koloru whisky. Weźmy np. taki fragment wypowiedzi:

"(...) wiadomo, że podczas produkcji a ściślej mówiac juz podczas przygotowania słodu, destylarnia susząc go użyła wiecej torfu, co nadalo mu barwe (...)"

Na podobne objaśnienia zdarzyło mi się trafiać dość często, toteż postanowiłem się do tego tematu odnieść i obalić kilka mitów.

Barwa nie zależy od torfowości
Aby zrozumieć zagadnienie, trzeba spojrzeć pokrótce na fragment procesu produkcyjnego. Zesłodowane ziarno jęczmienia suszy się albo ciepłym powietrzem (metoda nowoczesna), albo w dymie torfowym (metoda tradycyjna). Następnie to ziarno mieli się, aby łatwiej było wypłukać cukier. Do wody z wypłukanym cukrem dodaje się drożdży i ten płyn już może fermentować. Gdy płyn osiągnie pewne stężenie alkoholu, trafia do destylacji w alembikach dwa lub trzy razy.