6maj/114

Kilka rzeczy, których wolałem nie wiedzieć

Marcin Górecki

Nidy nie zapomnę jednego poranka na Islay, gdy raczyłem się w destylarni dramem pewnej wyjątkowej whisky. Pachniała jak posztormowe powietrze w Loch Indaal, a wśród smaków można było znaleźć smak wody z pobliskiego strumienia. Jeszcze długo własną głową bym poręczył, że dojrzewała właśnie tam, na niewielkiej wyspie, zapewne w niedalekim, zabytkowym magazynie. Została wyprodukowana tylko z miejscowej, brązowawej od torfu wody, w tradycyjny sposób przez miłujących pokój i starodawne metody pracy, wyspiarzy...

Ale niestety wiem już, że najprawdopodobniej tak nie było.

19kwi/110

WhiskEy z CoolEy – smakołyki z Irlandii

Marcin Górecki


Irlandia w porównaniu ze Szkocją to destylarniowa pustynia. Bardzo duża część znanych nam whiskey z IE pochodzi z dwóch dużych zakładów - Middleton i wspomnianego Bushmills. Jest jednak jeszcze trzeci producent o którym nie wolno zapomnieć - jest to marka Cooley.

16kwi/110

Powrót z Islay

Marcin Górecki

Minął ponad rok, od kiedy byliśmy na Islay i kiedy marcowy sztorm pokrzyżował nam plany odwiedzenia "wielkiej trójki" - Laphroaig, Lagavulin i Ardbeg. Nienasyceni ówczesną (jakkolwiek bardzo miłą) wizytą w Bowmore wróciliśmy więc 10 kwietnia do nabrzeża promowego w Kennacraig, aby przeprawić się na wyspę i dokończyć zbieranie wiedzy o whisky. W planie - wszystkie destylarnie, z Jurą włącznie.

21lut/110

Wieczór z Old Pulteney

Marcin Górecki

Od lewej: WK209, OP12yo, OP17yo, OP21yo
Witam po dłuższej przerwie.

"- Rojal mejl do ciebie" - w piątkowy poranek portierka w mojej firmie wręczyła mi kopertę dziwnie się krzywiąc. W środku znalazłem jeszcze ciepłą próbkę Old Pulteney WK 209 (do sprzedaży trafi w marcu/kwietniu), która zasiliła flotyllę spod szyldu O.P. w moim barku. Dziś postanowiliśmy uporać się z tym wszystkim, na stół trafiły regularne wersje Old Pulteney 12yo, 17yo, 21yo i jedna edycja (bardzo) specjalna - wspomniany WK 209.

W tej kolejności są uwidocznione na tytułowym zdjęciu, odpowiednio od lewej. Zacznijmy od najmłodszych:

Old Pulteney WK 209 "Good Hope"

No age dojrzewający tylko w beczkach po oloroso sherry (co znakomicie widać na zdjęciu i bardzo czuć w smaku). Ciekawostką jest pochodzenie jej nazwy - to numer burtowy i nazwa jednego z kutrów z miejscowości Wick, w pobliżu której znajduje się destylarnia. Marka Old Pulteney pretenduje do miana najbardziej morskiej whisky i mocno zaznacza marynistyczne powiązania - choćby jak obecność kutrów na etykietach czy nazwy wersji specjalnych pochodzące właśnie od nazw jednostek z pobliskiego portu rybackiego. "Good hope" to 9600 litrowych butelek, które dostać będzie można w sklepach wolnocłowych na lotniskach i bardzo rekomenduję nabycie jednej z nich. Oto noty:

18gru/100

Glenfarclas 10yo

Marcin Górecki

Whisky zimą
Nikt nie zaprzeczy, że zima w ostatnich dniach jesieni pokazuje na co ją stac. Taka aura skłania do wypełniania szklanki mocno torfowymi, ciężkimi i złożonymi maltami z Islay. Jednak gdzieś tam między rozgrzewającym Lagavulinem i ziemistym Bowmorem znalazł się w moim szkle podstawowy produkt destylarni Glenfarclas. I muszę przyznac, że nie dośc, że był nie przerywnikiem, a bohaterem tego (jeszcze) jesiennego wieczora, to chyba na stałe zastąpi w moim barku nazbyt lekkie, speysidowe malty spod znaku Glenlivet czy Glen Grant.

6sie/102

Destylarnia z bliska: Talisker

Marcin Górecki

O ile większość destylarni szkockich whisky mieści się w skupiskach takich jak Islay czy Dufftown,  Talisker Distillery leżąca na wyspie Skye to jedyny zakład w promieniu około 100 km. Aby tam dotrzeć drogą lądową trzeba przedrzeć się przez zachodnie wybrzeże Szkocji, a potem przez naprawdę odludne rejony Highlands, aby dotrzeć do mostu na Skye. Przy okazji można jednak zobaczyć sporo ciekawych miejsc, m.in. warto odwiedzić zamek Eilean Donan czy monument i wiadukt w Glenfinnan.

Góry Cullins

Góry Cullins

Następnie wąska, jednopasmową drogą, mijając urokliwe zatoczki wyspy i pasmo gór Cullins dotarliśmy do miejscowości Carbostmore, gdzie znajduje się destylarnia. Ciekawostką są pastwiska przez które prowadzi droga i stawiane na ich granicach Cattle Grids. Są to kratownice po których nie są w stanie przejść zwierzęta
(bo w otwory wpadają im łapki), natomiast samochód przejeżdża bez problemu.

Droga na Skye

Droga na Skye

Myśląc o odwiedzinach Talisker wyobrażaliśmy sobie małą, zaściankową destylarnię z zerowym ruchem turystycznym (w końcu to prawie koniec świata) i z cieszącym się, że wreszcie ktoś przyjechał, sympatycznym przewodnikiem. To co zastaliśmy, różniło się diametralnie od naszych wyobrażeń.

Był koniec maja, zwiedzających mnóstwo. Nie starczyło już dla nas biletów dnia którego dotarliśmy, więc musieliśmy kupić bilety na dzień następny.

Zwiedzanie zaczęło się niestandardowo, bo od degustacji (dobra opcja dla kierowców, bo zwiedzanie trwa około godziny, więc jest kiedy "wytupać" alkohol). Serwowana jest wersja podstawowa Talisker 10yo, niestety ze szklanek typu tumbler. Zwyczajowo dostaje się na degustacji  glencairny (a w Bowmore dostaliśmy nawet kieliszki Copita). Barman tłumaczył to faktem, że glencairny im za bardzo ginęły :| .

Właściwe zwiedzanie odbyło się "na szybko", bo goniła nas następna grupa.

Przed destylarnią

Przed destylarnią

Destylarnia kupuje gotowy słód, tak jak inne destylarnie należące do koncernu Diageo, w Glen Ord Maltings.

Nie ma więc infrastruktury do słodowania (swoją drogą dziwne, że Diageo opłaca się dowozić słód z drugiego wybrzeża Szkocji). Odwiedziliśmy kolejno  sieczkarnię, pomieszczenia kadzi zaciernych i fermentacyjnych, still room i magazyn (w formie wąskiego korytarza z dużą szybą). W dużej, zróżnicowanej w wiedzy grupie oczywiście nie było czasu na zadawanie szczegółowych pytań, więc byliśmy zdani na garść informacji, którą standardowo częstował turystów pan przewodnik.

Jednak na końcu, w sklepie, przewodnik poczęstował, jakby na pocieszenie, perełką -  Talisker 18yo. Zdaje się, że nagroda Best Single Malt Whisky in the World w 2007 roku dla tej właśnie edycji była w pełni zasłużona. Nie mamy niestety notatek z tastingu, ale jeśli dodatkowe 8 lat dojrzewania daje wersji 10 letniej taką jakość, to zdecydowanie nie powinno się butelkować Talisker 10yo.

31maj/101

Ardbeg – bliskie spotkania

Marcin Górecki

Butelki Blasda i Uigeadail
Destylarnia Ardbeg to dla mnie indywiduum. Zapewne ze względu na dość burzliwą historię najnowszą (m.in. zamknięcie w latach 1981-89, ograniczanie załogi i produkcji przed i po okresem zamknięcia) musieli pójść w trochę inną stronę niż większość marek, które jako produkty ekskluzywne i niecodzienne proponują długo starzone, dojrzałe destylaty.

Ardbeg prawdopodobnie tak nie może, bo ich nie ma (lub ma mało). Pojawia się w sprzedaży jedynie wersja 25letnia, a w 2006 roku wydano krótką serię 261 butelek destylatu z 1965 i to chyba tyle, jeśli chodzi o starsze roczniki.
Ale to nic - po 1997 roku i przejęciu przez koncern Glenmorangie, destylarnia wraca na rynek się wielkim stylu! Trzonem jest świetna, wielokrotnie nagradzana, wersja 10letnia - usmolona, torfowa i dymna, a jednocześnie owocowa i doskonale zbalansowana. Z drugiej strony Ardbeg uracza nas awangardowymi mieszankami różnych beczek jak Rollercaster, Blasda, Uigeadail, Still Young, Corryvreckan czy Supernova. A każda z nich - no age :-)

Zawsze byłem ciekaw jak im to wyszło, a znając tylko wersję 10letnią, spodziewałem się podobnych smolno-torfowych maltów. No i w końcu miałem niewątpliwą przyjemność spróbować wersji Blasda i Uigeadail:

Ardbeg Uigeadail: czapki z głów!
Uigedail to niebanalna mieszanka maltów dojrzewających w beczkach po sherry i piewrszy oraz drugi raz używanych beczek po bourbonie. Podobnie jak wersja 10letnia nie jest filtrowany na zimno. To bardzo złożony i dostojny vatting o wysokiej zawartości alkoholu - 54.2%. Szybko pozwala on zmienić błędny pogląd, że bogactwo aromatów pochodzi tylko z długiego czasu leżakowania.

Zapach: Na tle torfu wyczuwalne są delikatniejsze zapachy: kwiaty, herbatniki, miód i wanilia. Z bliska ostrzejsze nuty gorzkiej czekolady i jodu.
Smak: Bardzo gładka na języku. Migdały, miód,  po chwili  dymna i słonawa.
Finisz: Złożony w smaku, posmak podobny do tego po sherry złączony z posmakiem miodu.

Blasda znaczy sweet and delicious
Tutaj mamy do czynienia z trunkiem zupełnie odbiegającym od stylu destylarni. Wydana w 2008 roku, trzykrotnie słabiej torfowana od wersji Ardbeg 10yo, Blasda zachwyca delikatnością i wykwintnością. Gorzelnicy odsłaniają tutaj mnogość smaków i zapachów, które poza dymem oferuje Islay.

Zapach: Miód lipowy, herbatniki, wanilia
Smak: Delikatna, oleista faktura. Złożony i bogaty bukiet: miód i herbatniki, wanilia, suszone owoce, bardzo delikatnie słodowo - torfowa
Finisz: Oleisty słodki, wyczuwalna wanilia i cynamon

Byliśmy zachwyceni. Te dwie małe szklanki wprowadziły nasz wykwalifikowany zespół testujący w stan euforycznego zadowolenia. Uigeadail utwierdza w przekonaniu, że Islay to właśnie to, ale delikatna Blasda pokazuje za chwilę, żeby nie wpadać w "dymną pułapkę".

Gdybym miał zrobić ranking najlepszych whisky, jakie piłem, te dwie byłyby z pewnością w pierwszej piątce. Nie jestem jednak pewien co do kolejności...
Opisywane wersje są dość drogie jak na no-age, zapewniam jednak, że to byłoby dobrze wydane 50 funtów. Z wielką niecierpliwością i czekam degustacje innych Ardbegów, poprzeczka podniesiona jest jednak bardzo wysoko :)

Ten post napisany od razu po degustacji byłby z pewnością bardziej przeegzaltowany, więc z jego napisaniem wstrzymywałem się prawie miesiąc. Chyba wciąż nie udaje mi się tego opanować :)

23maj/102

Degustacja: Ben Nevis 10yo

Marcin Górecki

Ha! Destylarnię Ben Nevis omijałem za każdym razem szerokim łukiem - toż to ci, którzy nie częstują po tourze swoim singlemaltem, a blendem! To ci, którzy mają takie dziwne, brzydkie alembiki! To także Ci, do których przychodzą tylko zagubieni turyści z deptaku w Fort William! Tam nie może być dobrej whisky!

Mijając ją kolejny raz przedwczoraj postanowiłem spróbować ich wyrobów - tak dla świętego spokoju i potwierdzenia moich nieomylnych (a jakże) osądów. Tego samego dnia, w pięknych okolicznościach zachodu słońca na łączce w Callander, zawartość 50ml buteleczki "Ben Nevis Single Malt 10yo" trafiła do mojego podróżnego glencairna.

3maj/100

Szlak whisky: Highlands (cz.3)

Marcin Górecki

Jest słoneczny poniedziałek, 22 marca 2010, przedostatni dzień wyjazdu. Plan na dziś - z Inverness do destylarni Glen Ord, stamtąd do pobliskiej Dalmore, a następnie przejazd do Edynburga.

Glen Ord
Na początku konsternacja - w miejscu gdzie mieliśmy znaleźć destylarnię stoi wielki elewator zbożowy. Po chwili znajdujemy jednak położone nieco dalej charakterystyczne zabudowania magazynów i pagodowe dachy a także strzałki wskazujące "visitor's centre". Wspomniany elewator okazuje się być słodownią, która przetwarza jęczmień na potrzeby siedmiu destylarni należących do koncernu Diageo.
Destylarnia Glen Ord
Glen Ord ma doskonałe zaplecze dla gości - początkowo tour prowadzi przez dydaktyczną ekspozycję gdzie można zobaczyć różne stadia przygotowania jęczmienia, zobaczyć krótki film o destylarni i przyjrzeć się z bliska deskom, z których pochodzą beczki. Są też próbniki zapachów występujących w whisky, wystawa przedstawiająca wpływ starzenia się na kolor single maltów i mnóstwo starych gratów używanych niegdyś w destylarniach.
Wpływ starzenia na kolor whisky

7kwi/100

Szlak whisky: Speyside (cz.2)

Marcin Górecki

Jest niedziela, 21 marca 2010, godzina 7 rano. Budzę się zmęczony w hostelu w Inverness, czując w nogach, że wczoraj byliśmy na Ben Nevis. Wiem, że w konwencjonalny sposób chłopaków nie dobudzę, a mamy tylko jeden dzień na Speyside.
"Panowie, wstawać, już po dziesiątej!". Zadziałało. W kuchni przy śniadaniu się zorientowali, która naprawdę godzina, ale nie byli źli :) .
W weekand ciężko jest znaleźć jakąś otwartą do zwiedzania destylarnie, ale okazuje się, że Glenfiddich i Glen Grant przyjmują odwiedzających. Robimy którki spacer po Inverness i jedziemy do Dufftown.