30lis/117

9 x Single Malt na początek

Marcin Górecki

Jaka whisky na początek?
Ciężko wybrać pierwszą Single Malt Whisky, czy to dla siebie, czy jako prezent. Często pierwsza butelka SM to najdroższy kupiony dotychczas alkohol. Zakupowi towarzyszy sporo wątpliwości: jaką markę wybrać, ile wydać, czy to rzeczywiście będzie "to"? W Szkocji wiele sklepów posiada już otwarte butelki i oferuje "try before you buy", ale w Polsce kupujemy w ciemno. Oto moje typy wśród podstawowych, najmłodszych produktów szkockich destylarni. Są to whisky dostępne nawet na hipermarketowych półkach. Nie tylko "na początek", ale też jako klasyki godne poznania i w dostępne w przyzwoitych cenach.

The Glenlivet 12yo
To jedna z moich pierwszych whisky. Ma rewelacyjny, złożony, owocowy zapach i fajny smak z delikatnym finiszem. Gdy ją powąchasz i zamkniesz oczy, zaczyna grać muzyka :) . Przyjemna whisky dla wszystkich bez wyjątku. The Glenlivet 12 dokładniej opisany jest tu: The Glenlivet 12.

Cena: od 120 PLN

 

 

Glen Grant No age
Jest to chyba najtańszy w Polsce single malt. Odstawia moim zdaniem daleko każdy destylat ze swojej półki cenowej, a gdy go pijesz, zaczynasz rozumieć o co chodzi z całym zamieszaniem wokół whisky. Jest to jednocześnie lekki, przyjemny trunek "nie przerywający konwersacji". Ma zapach jabłek, przyzwoity owocowy smak i bardzo delikatny finisz. Ze względu na swoją lekkość bardzo popularny na południu Europy.

Cena: od 80 PLN

 

6lis/116

O Old Pulteney 21, whisky roku 2012 i Jimie Murrayu

Marcin Górecki

Z małym opóźnieniem, ale za to bardzo radośnie informuję, że za najlepszą whisky na świecie w roku 2012 wybrany został lubiany przez nas Old Pulteney 21yo. Odznaczony został również jako Scotch Whisky of the Year, Single Malt (Multiple Casks) of the Year i
Single Malt (16‐21 Years) of the Year.

Nagroda World Whisky of the Year przyznawana jest od 2003 roku przy okazji corocznych wydań książki Jim Murray’s Whisky Bible. Old Pulteney jest drugą szkocką destylarnią, której została przyznana - w poprzednich kilka razy odznaczony został Ardbeg z doskonałą Uigeadail i przepotężną Supernovą 2010 ("(....)you can never say you know whisky until you’ve tried the new Supernova" -E.W.B.). 21yo jest stałym, nielimitowanym produktem z Wick i uzyskała wysoką notę 97.5.

Co ocenia Jim Murray?

Na notę składają się 4 kryteria, każde odznaczane od 1 do 25 : smak, zapach, finisz i "balance" - czyli "zrównoważenie", czy też "wyważenie". Wydaje mi się, że może ciężko zrozumieć o co z ty wyważaniem chodzi, jeśli nie próbowało się OP 21yo (ok, jest jeszcze co najmniej kilka whisky, które też mają świetny "balance", ale po wypicie OP21yo to jest pierwsze słowo, które ciśnie się na usta). A więc do dzieła!

Tasting notes tej edycji i więcej o produktach z najdalej położonej na północ destylarni w mainlands znajdziecie tutaj : Wieczór z Old Pulteney

Ja wracam do mojego glencairna z którego ścianek właśnie spływa World Whisky 2012 (Lucky me!), a Wam polecam wypełnić szkło tym samym, lub równie dobrą w mojej ocenie edycją OP 17yo, lub "morską" OP 12yo. Albo lejcie co tam w barku jeszcze pysznego macie :)

6maj/114

Kilka rzeczy, których wolałem nie wiedzieć

Marcin Górecki

Nidy nie zapomnę jednego poranka na Islay, gdy raczyłem się w destylarni dramem pewnej wyjątkowej whisky. Pachniała jak posztormowe powietrze w Loch Indaal, a wśród smaków można było znaleźć smak wody z pobliskiego strumienia. Jeszcze długo własną głową bym poręczył, że dojrzewała właśnie tam, na niewielkiej wyspie, zapewne w niedalekim, zabytkowym magazynie. Została wyprodukowana tylko z miejscowej, brązowawej od torfu wody, w tradycyjny sposób przez miłujących pokój i starodawne metody pracy, wyspiarzy...

Ale niestety wiem już, że najprawdopodobniej tak nie było.

16kwi/110

Powrót z Islay

Marcin Górecki

Minął ponad rok, od kiedy byliśmy na Islay i kiedy marcowy sztorm pokrzyżował nam plany odwiedzenia "wielkiej trójki" - Laphroaig, Lagavulin i Ardbeg. Nienasyceni ówczesną (jakkolwiek bardzo miłą) wizytą w Bowmore wróciliśmy więc 10 kwietnia do nabrzeża promowego w Kennacraig, aby przeprawić się na wyspę i dokończyć zbieranie wiedzy o whisky. W planie - wszystkie destylarnie, z Jurą włącznie.

10sty/110

Johnnie Walker – parę słów o przekrzywionej etykiecie

Marcin Górecki

Na whiskyblog.pl poruszaliśmy dotychczas tylko tematy związane z whisky słodową. Nie sposób jednak ignorować tak potężną gałąź rynku i długoletnią tradycję, jaką jest whisky typu blended. Dlatego, w ramach noworocznego postanowienia, obiecujemy pisać częściej na temat whisky mieszanych. Pierwszą oznaką tego jest poniższy artykuł - oto co powinieneś wiedzieć o najpopularniejszej whisky na świecie, gigancie znanym na wszystkich kontynentach - Johnnie Walker.

Fenomen blended whisky
Sprzedaż whisky mieszanej stanowi dziś 90% rynku, a wiele destylarni nie przetrwałaby ciężkich czasów i nie wytrzymała konkurencji, gdyby nie produkowała składnika na który jest duży popyt. Blendy tworzono na dużą skalę od początku historii whisky, a jednosłodowe destylaty spopularyzowały się stosunkowo niedawno. Do lat 60 ubiegłego wieku znane były tylko garstkom pasjonatów, a gdy Glenfiddich rozpoczynał jako pierwszy sprzedaż swojej single malt whisky, nie wróżono mu żadnych sukcesów (i twierdzono, że nie należy jej sprzedawać w ogóle, a w szczególności Anglikom :) )

18gru/100

Glenfarclas 10yo

Marcin Górecki

Whisky zimą
Nikt nie zaprzeczy, że zima w ostatnich dniach jesieni pokazuje na co ją stac. Taka aura skłania do wypełniania szklanki mocno torfowymi, ciężkimi i złożonymi maltami z Islay. Jednak gdzieś tam między rozgrzewającym Lagavulinem i ziemistym Bowmorem znalazł się w moim szkle podstawowy produkt destylarni Glenfarclas. I muszę przyznac, że nie dośc, że był nie przerywnikiem, a bohaterem tego (jeszcze) jesiennego wieczora, to chyba na stałe zastąpi w moim barku nazbyt lekkie, speysidowe malty spod znaku Glenlivet czy Glen Grant.

16lis/100

5 miejsc, w których lubię kupować whisky

Marcin Górecki

Whisky, jak wszystko co dobre, szybko się kończy. Od czasu do czasu sięgamy więc po nową butelkę, płacąc za nią nierzadko poważny procent miesięcznego budżetu. Przy drogich zakupach rozbieżności w cenach różnych sklepów potrafią stanowić wartość średniej klasy blenda. A jak wiadomo nikt nie lubi przepłacać.

Trudnością przy zakupach jest także dostępność single maltów. Nie pojawiają się zazwyczaj one w zwykłych sklepach monopolowych (wyjątkiem jest Glenfiddich). To nawet dobrze, bo szkoda, by wśród klienteli "nocnego" znalazł się jakiś początkujący "label drinker" z grubszym portfelem i zmieszał z colą np. Port Ellen (ale oczywiście jako koneser - tylko z colą light :D ).

Na pewno znajdziemy malty na stoiskach dużych marketów. Znajdziemy tu zazwyczaj w okolicy wielkich regałów z Johny Walkerem czy Ballantinesem kilka wersji podstawek różnych destylarni - ale dla wprawionych to żadna gratka.

Większy wybór zastaniemy w sklepach z alkoholem typu "Wina świata" etc. Tutaj znajdziemy pewnie trochę butelek z zawartością starszą niż 12 lat, czasem jest już w czym wybierać. Jest jednak jedno ale... . Zawsze, gdy odwiedzam taki sklep mam wrażenie, że single malty traktowane są tam jako niechodliwy towar luksusowy. A towar luksusowy to taki, który nie tylko jest dobrej jakości, ale też nabywa się go w atmosferze niezwykłości. W Polsce oznacza to niestety najczęściej tylko wysoki narzut sklepu. I wracamy do akapitu pierwszego.

Więc gdzie kupować whisky? Oto moje typy:

1. Internet
Za zakupami w sieci przemawiają niskie ceny i duży wybór. Jeśli chcesz kupić jakąś rzadką edycję, obsługa sklepu z chęcią ją dla ciebie sprowadzi. Możesz także zamówić bezpośrednio u producenta.
Wielkim plusem jest też istnienie sklepów, które robią miniaturki rzadkich bottlingów (np. londyński Master of Malt). Można więc za stosunkowo niewielkie pieniądze spróbować czegoś bardzo ekskluzywnego.
Minusem jest fakt wysyłki. Ponieważ nie lubię, gdy moja whisky jeździ z rzucającym paczkami kurierem, w przypadku polskich sklepów staram się wybierać odbiór osobisty - kupuję więc tylko w sklepach do których mam niedaleko lub po drodze.

2. Hipermarkety
Jednak. Mają zazwyczaj najniższe ceny, a zawsze dobrze mieć w barku jakieś Glenmorangie, lekkiego Glena Granta czy Dalmore. Zapominamy tutaj o jakimkolwiek klimacie. Kasjerka nienawidzi Cię, bo kupujesz butelkę za 1/4 jej wynagrodzenia.

3. Sklepy wolnocłowe na lotniskach
Nie płacić za nasze hobby podatku - piękna sprawa! To poniekąd powrót do korzeni - wszak właściciele destylarni i smugglerzy też unikali płacenia akcyz. Teraz można to robić w majestacie prawa :) . Kolejny plus stref "Duty free" to objętość butelek - często zamiast standardowego 0,7l spotykamy 1l.
Najlepiej wyposażony sklep z whisky jaki widziałem jest na lotnisku w Edynburgu. Jak na stolicę kraju whisky przystało, ma fachową obsługę, promocje i degustacje. Ceny oczywiście przystępne.

Tych, którzy się spodziewają podobnego miejsca w innych portach lotniczych Szkocji muszę tutaj przestrzec - na Prestwick sklep dostępny po odprawie jest wyjątkowo biedny - lepszy znajduje się tam poza strefą wolnocłową - przed zakupem częstują i mają fajną obsługę. Nie sprawdziłem lotniska w Glasgow.

4. Destylarnie
Najbardziej lubię robić zakupy bezpośrednio w destylarniach. Są świetnie wyposażone w destylaty swojej marki, często można przed kupnem sprawdzić malta na degustacji, a ceny są przystępne. Do tego dochodzi często niezwykła atmosfera po skończonej przed chwilą pogawędce z przewodnikiem, wizytą w magazynie, albo nawet rozmowie z blenderem (i to są właśnie "luksusowe okoliczności"). Minus - brak whisky innych marek lub z innych koncernów. Ale kto by o to dbał, lepiej wracaj na degustację, albo idź pytać przewodnika z jakiego drewna jest kadź fermentacyjna :D .

5. Sklepik w Scotch Whisky Experience w Edynburgu
Tylko tutaj zobaczymy jedną z 30 butelek 58-letniej Dalmore Selene - mariażu dwóch beczek napełnionych w 1951 roku. Na wystawie jest też kilka innych perełek, ale nas interesuje raczej bogaty wybór "normalnych" destylatów, sporo miniaturek 0.2l i 0.05l i trochę gadżetów. W dobrze zaopatrzonym barze w tym samym budynku można dokonać degustacji przed zakupem niemalże wszystkiego co oferuje sklep (jest oczywisty wyjątek) . I jeszcze jeden plus tego miejsca - po wyjściu przed budynek edynbuski zamek po lewej :) .

Zachęcam wszystkich czytelników do uzupełniania treści artykułu komentarzami - podzielcie się wiedzą gdzie warto się zaopatrywać.

6sie/102

Destylarnia z bliska: Talisker

Marcin Górecki

O ile większość destylarni szkockich whisky mieści się w skupiskach takich jak Islay czy Dufftown,  Talisker Distillery leżąca na wyspie Skye to jedyny zakład w promieniu około 100 km. Aby tam dotrzeć drogą lądową trzeba przedrzeć się przez zachodnie wybrzeże Szkocji, a potem przez naprawdę odludne rejony Highlands, aby dotrzeć do mostu na Skye. Przy okazji można jednak zobaczyć sporo ciekawych miejsc, m.in. warto odwiedzić zamek Eilean Donan czy monument i wiadukt w Glenfinnan.

Góry Cullins

Góry Cullins

Następnie wąska, jednopasmową drogą, mijając urokliwe zatoczki wyspy i pasmo gór Cullins dotarliśmy do miejscowości Carbostmore, gdzie znajduje się destylarnia. Ciekawostką są pastwiska przez które prowadzi droga i stawiane na ich granicach Cattle Grids. Są to kratownice po których nie są w stanie przejść zwierzęta
(bo w otwory wpadają im łapki), natomiast samochód przejeżdża bez problemu.

Droga na Skye

Droga na Skye

Myśląc o odwiedzinach Talisker wyobrażaliśmy sobie małą, zaściankową destylarnię z zerowym ruchem turystycznym (w końcu to prawie koniec świata) i z cieszącym się, że wreszcie ktoś przyjechał, sympatycznym przewodnikiem. To co zastaliśmy, różniło się diametralnie od naszych wyobrażeń.

Był koniec maja, zwiedzających mnóstwo. Nie starczyło już dla nas biletów dnia którego dotarliśmy, więc musieliśmy kupić bilety na dzień następny.

Zwiedzanie zaczęło się niestandardowo, bo od degustacji (dobra opcja dla kierowców, bo zwiedzanie trwa około godziny, więc jest kiedy "wytupać" alkohol). Serwowana jest wersja podstawowa Talisker 10yo, niestety ze szklanek typu tumbler. Zwyczajowo dostaje się na degustacji  glencairny (a w Bowmore dostaliśmy nawet kieliszki Copita). Barman tłumaczył to faktem, że glencairny im za bardzo ginęły :| .

Właściwe zwiedzanie odbyło się "na szybko", bo goniła nas następna grupa.

Przed destylarnią

Przed destylarnią

Destylarnia kupuje gotowy słód, tak jak inne destylarnie należące do koncernu Diageo, w Glen Ord Maltings.

Nie ma więc infrastruktury do słodowania (swoją drogą dziwne, że Diageo opłaca się dowozić słód z drugiego wybrzeża Szkocji). Odwiedziliśmy kolejno  sieczkarnię, pomieszczenia kadzi zaciernych i fermentacyjnych, still room i magazyn (w formie wąskiego korytarza z dużą szybą). W dużej, zróżnicowanej w wiedzy grupie oczywiście nie było czasu na zadawanie szczegółowych pytań, więc byliśmy zdani na garść informacji, którą standardowo częstował turystów pan przewodnik.

Jednak na końcu, w sklepie, przewodnik poczęstował, jakby na pocieszenie, perełką -  Talisker 18yo. Zdaje się, że nagroda Best Single Malt Whisky in the World w 2007 roku dla tej właśnie edycji była w pełni zasłużona. Nie mamy niestety notatek z tastingu, ale jeśli dodatkowe 8 lat dojrzewania daje wersji 10 letniej taką jakość, to zdecydowanie nie powinno się butelkować Talisker 10yo.

9lip/100

Scotch Whisky Experience

Marcin Górecki

Do Edynburga z dużych miast Polski można dostać się już szybciej i taniej niż do stolicy. Pośród wielu atrakcji otaczających edynburski zamek jest miejsce, którego każdego fana whisky na pewno zainteresuje szczególnie. Niewielkie, przeszklone drzwi prowadzą do kamienicy, w której mieści się wystawa Scotch Whisky Experience. Czy warto wydać 10 funtów na wizytę?

Scotch Whisky Experience to miejsce dość... rodzinne! Całość wiedzy wyłożona jest w sposób zabawny i przystępny. Wizyta zaczyna się od powolnej przejażdżki "beczką" - wagonikiem przez proces tworzenia whisky.

Historię opowiada nam sympatyczna i trochę stuknięta postać ducha blendera. Gada nawet po Polsku! Swoją drogą akcentów polskich jest kilka, np. błąd ortograficzny w polskim toaście (to są dwa słowa, prawda? :D ).

Nie pamiętam dokładnie poszczególnych lokacji, ale najzabawniej było w drożdżach :D . Ciekawostką jest to, że podczas wycieczki emitowane są zapachy i np. zapach suszonego dymem torfowym jęczmienia jest łudząco podobny do oryginału.

Kolejnym etapem jest warsztat/panel z prezentacją, pozwalający zapoznać się z nutami zapachowymi charakterystycznymi dla poszczególnych regionów Szkocji. Jest to spore uproszczenie, ale należy pamiętać, że wystawa jest dostępna dla każdego. Następnie każdy dostaje szklankę Glencairn (można zabrać je ze sobą!) i kto ukończył 18 lat może dostać symboliczny "naparstek" whisky z regionu który mu najbardziej przypasował zapachowo. Reprezentantem Islay jest Laphroaig, Speyside przedstawia Glenfarclas, z Highlands można wziąć Glenmorangie. Jest jeszcze Glenkinchie z Lowlands i coś z Campbelltown.

Degustacja następuje w kolejnym pomieszczeniu, które zawiera największą kolekcję whisky na świecie. To naprawdę magiczne miejsce i wycieczka przez historię - polecam obejrzeć stare etykiety znanych marek. Zresztą ponad 3500 butelek musi robić wrażenie!

Następnie przechodzimy do miejsca gdzie wycieczka się kończy - to doskonale zaopatrzony whisky bar z wcale niezłymi cenami. Bar jest doskonale zorganizowany - mimo dość sterylnego wystroju ma wygodne loże dla spożywających i zawiera sporo zajmujących atrakcji dla najmłodszych(!) (tak aby "tata" i "mama" mogli spokojnie raczyć się jeszcze jedną szklaneczką).

Wizyta w Scotch Whisky Experience z pewnością nie zastąpi wizyty w destylarni i dla osób będących głębiej w temacie może wydawać się laicka. Ale to bardzo fajne miejsce, żeby pójść z kimś kto niekoniecznie jest maniakiem whisky.

"Profesjonalistom" polecam udać się bezpośrednio do baru - wstęp darmowy, a można wybierać z naprawdę szerokiego wachlarza roczników. Można też wziąć udział w profesjonalnej degustacji, lub wykupić droższą wycieczkę z bonusami.

Dla zainteresowanych - oto link do strony: Scotch Whisky Experience

Hint: karty EURO<26 działają jak zniżki studenckie :)

ps. Jeśli czyta to pan redaktor z http://www.edinburghwhiskyblog.com to może dorzuci Pan parę słów od siebie :) ? Zawsze dobrze mieć garść wskazówek z pierwszej ręki...

30cze/101

MV Finlaggan w Gdańsku

Marcin Górecki

Tym razem tylko pośrednio o whisky. Dnia 30 czerwca zwodowany został w Gdańsku, w Stoczni Północnej, kadłub promu o znamienitej nazwie Finlaggan. Zbudowany został oczywiście dla Caledonian MacBrayne . Na szkocko-wyspiarskich forach widać nie mało entuzjazmu.

Byliśmy niecałe 40 metrów od całego wydarzenia. Wodowanie poprzedziła krótka uroczystość nadania imienia, uświetniona muzyką graną przez szkocki zespół. Wygłaszane w dwóch językach przemówienia na tle polskich i szkockich flag stworzyły podniosłą atmosferę. Następnie rozbito o burtę butelkę Finlaggan Single Malt (miałem mieszane uczucia) i wielki, siedmiopokładowy kadłub z potężnym hukiem zsunął się do wody.

Imię promu to wygrana plebiscytu przeprowadzonego wśród mieszkańców szkockich wysp. Będzie obsługiwał połączenie mainlands z wyspą Islay. Jednostka może zabrać 550 pasażerów i 85 samochodów osobowych. Posiadać będzie 7 pokładów. Ukończenie prac zaplanowane jest na wiosnę 2011, więc zobaczcie na czym będziecie pływać do Bowmore, Lagavulin, Ardbeg, Bunnahabhain i reszty destylarni. Ciekawe jaką whisky armatorzy uczcili ten dzień :D