18gru/100

Glenfarclas 10yo

Marcin Górecki

Whisky zimą
Nikt nie zaprzeczy, że zima w ostatnich dniach jesieni pokazuje na co ją stac. Taka aura skłania do wypełniania szklanki mocno torfowymi, ciężkimi i złożonymi maltami z Islay. Jednak gdzieś tam między rozgrzewającym Lagavulinem i ziemistym Bowmorem znalazł się w moim szkle podstawowy produkt destylarni Glenfarclas. I muszę przyznac, że nie dośc, że był nie przerywnikiem, a bohaterem tego (jeszcze) jesiennego wieczora, to chyba na stałe zastąpi w moim barku nazbyt lekkie, speysidowe malty spod znaku Glenlivet czy Glen Grant.

2gru/100

Najlepsza Whisky – ISC 2010

Marcin Makowski

ISC (International Spirits Chalange) to wysoce prestiżowe zawody, odbywające się corocznie w Londynie. W trakcie ISC ocenia się wiele różnych gatunków alkoholi z całego świata, ja oczywiście skupię się tutaj na Whisky. Przewodniczącym tej kategorii już od wielu lat w tej imprezie jest  John Ramsay. Dla tych, którzy nie wiedzą, ten pan jest przedstawicielem takich marek jak The Macallan czy Highland Park.

23lis/101

Relaks z Whisky

Marcin Makowski

Tasting in Bowmore

Jest pewna majestatyczność w Whisky, która sprawia, że do picia jej podchodzę z pewnym ceremoniałem. Pomijam tu oczywistości w postaci Glencairna zamiast Tumblera,  szklanego krążka (który o dziwo nie zawsze jest w zestawie ze szklanką) czy też pojemnika z wodą do rozcieńczenia i wydobycia zapachu z trunku.  Jest to bowiem zaledwie wstęp. Zatem jak można pić whisky?

16lis/100

5 miejsc, w których lubię kupować whisky

Marcin Górecki

Whisky, jak wszystko co dobre, szybko się kończy. Od czasu do czasu sięgamy więc po nową butelkę, płacąc za nią nierzadko poważny procent miesięcznego budżetu. Przy drogich zakupach rozbieżności w cenach różnych sklepów potrafią stanowić wartość średniej klasy blenda. A jak wiadomo nikt nie lubi przepłacać.

Trudnością przy zakupach jest także dostępność single maltów. Nie pojawiają się zazwyczaj one w zwykłych sklepach monopolowych (wyjątkiem jest Glenfiddich). To nawet dobrze, bo szkoda, by wśród klienteli "nocnego" znalazł się jakiś początkujący "label drinker" z grubszym portfelem i zmieszał z colą np. Port Ellen (ale oczywiście jako koneser - tylko z colą light :D ).

Na pewno znajdziemy malty na stoiskach dużych marketów. Znajdziemy tu zazwyczaj w okolicy wielkich regałów z Johny Walkerem czy Ballantinesem kilka wersji podstawek różnych destylarni - ale dla wprawionych to żadna gratka.

Większy wybór zastaniemy w sklepach z alkoholem typu "Wina świata" etc. Tutaj znajdziemy pewnie trochę butelek z zawartością starszą niż 12 lat, czasem jest już w czym wybierać. Jest jednak jedno ale... . Zawsze, gdy odwiedzam taki sklep mam wrażenie, że single malty traktowane są tam jako niechodliwy towar luksusowy. A towar luksusowy to taki, który nie tylko jest dobrej jakości, ale też nabywa się go w atmosferze niezwykłości. W Polsce oznacza to niestety najczęściej tylko wysoki narzut sklepu. I wracamy do akapitu pierwszego.

Więc gdzie kupować whisky? Oto moje typy:

1. Internet
Za zakupami w sieci przemawiają niskie ceny i duży wybór. Jeśli chcesz kupić jakąś rzadką edycję, obsługa sklepu z chęcią ją dla ciebie sprowadzi. Możesz także zamówić bezpośrednio u producenta.
Wielkim plusem jest też istnienie sklepów, które robią miniaturki rzadkich bottlingów (np. londyński Master of Malt). Można więc za stosunkowo niewielkie pieniądze spróbować czegoś bardzo ekskluzywnego.
Minusem jest fakt wysyłki. Ponieważ nie lubię, gdy moja whisky jeździ z rzucającym paczkami kurierem, w przypadku polskich sklepów staram się wybierać odbiór osobisty - kupuję więc tylko w sklepach do których mam niedaleko lub po drodze.

2. Hipermarkety
Jednak. Mają zazwyczaj najniższe ceny, a zawsze dobrze mieć w barku jakieś Glenmorangie, lekkiego Glena Granta czy Dalmore. Zapominamy tutaj o jakimkolwiek klimacie. Kasjerka nienawidzi Cię, bo kupujesz butelkę za 1/4 jej wynagrodzenia.

3. Sklepy wolnocłowe na lotniskach
Nie płacić za nasze hobby podatku - piękna sprawa! To poniekąd powrót do korzeni - wszak właściciele destylarni i smugglerzy też unikali płacenia akcyz. Teraz można to robić w majestacie prawa :) . Kolejny plus stref "Duty free" to objętość butelek - często zamiast standardowego 0,7l spotykamy 1l.
Najlepiej wyposażony sklep z whisky jaki widziałem jest na lotnisku w Edynburgu. Jak na stolicę kraju whisky przystało, ma fachową obsługę, promocje i degustacje. Ceny oczywiście przystępne.

Tych, którzy się spodziewają podobnego miejsca w innych portach lotniczych Szkocji muszę tutaj przestrzec - na Prestwick sklep dostępny po odprawie jest wyjątkowo biedny - lepszy znajduje się tam poza strefą wolnocłową - przed zakupem częstują i mają fajną obsługę. Nie sprawdziłem lotniska w Glasgow.

4. Destylarnie
Najbardziej lubię robić zakupy bezpośrednio w destylarniach. Są świetnie wyposażone w destylaty swojej marki, często można przed kupnem sprawdzić malta na degustacji, a ceny są przystępne. Do tego dochodzi często niezwykła atmosfera po skończonej przed chwilą pogawędce z przewodnikiem, wizytą w magazynie, albo nawet rozmowie z blenderem (i to są właśnie "luksusowe okoliczności"). Minus - brak whisky innych marek lub z innych koncernów. Ale kto by o to dbał, lepiej wracaj na degustację, albo idź pytać przewodnika z jakiego drewna jest kadź fermentacyjna :D .

5. Sklepik w Scotch Whisky Experience w Edynburgu
Tylko tutaj zobaczymy jedną z 30 butelek 58-letniej Dalmore Selene - mariażu dwóch beczek napełnionych w 1951 roku. Na wystawie jest też kilka innych perełek, ale nas interesuje raczej bogaty wybór "normalnych" destylatów, sporo miniaturek 0.2l i 0.05l i trochę gadżetów. W dobrze zaopatrzonym barze w tym samym budynku można dokonać degustacji przed zakupem niemalże wszystkiego co oferuje sklep (jest oczywisty wyjątek) . I jeszcze jeden plus tego miejsca - po wyjściu przed budynek edynbuski zamek po lewej :) .

Zachęcam wszystkich czytelników do uzupełniania treści artykułu komentarzami - podzielcie się wiedzą gdzie warto się zaopatrywać.

3wrz/100

Degustacja: Lagavulin 1993 Distillers Edition

Marcin Górecki

"Lagavulin is always a good choice" - tak powiedział pewien miłośnik whisky, który stał obok mnie gdy zawahałem się w sklepie w Edynburgu sięgając po butelkę z powyższego zdjęcia.

Mam przyjemność opisać prawdziwą whisky przez duże W : Lagavulin 1993 Distillers Edition. Butelkowana w 2009 roku, a więc po 16 latach (na rynku jest już wersja 17letnia - bottling 2010). Dojrzewająca w beczkach po bourbonie i sherry z winorośli Pedro Ximenez, producent zapewnia, że whisky zyskuje dzięki temu specyficzną słodycz. Przyjemna herbaciana barwa.


Single Malt, 43% vol

Zapach: Złożony i przyjemny. Z dala delikatna woń suszonych owoców, mocny dym, zapach lekarstw i pieprz ziołowy. W miarę zbliżania się do kieliszka wyczuwamy orzechy, a potem jod - zapach morza, który staje się bardzo wyraźny - wręcz słony, po dodaniu wody. Wtedy zaczyna być wyczuwany także karmel. Wszystko to na tle sherry.

Smak: Słodko-gorzki, antyseptyczny, dymny, orzechowy. Faktura średnio gładka.

Finisz: Długi, gorzki, torfowy i słodowo-owocowy.

Jak zatem wybrać między Lagavulin 16yo a Lagavulin 1993 DE? Polecam przeczytać opis degustacji tej pierwszej - pisałem o niej w kwietniu. A aby jeszcze bardziej zamącić tym co się głowią nad wyborem, zacytuję fragment edinburghwhiskyblog.com :

"Lagavulin 16 is perfection itself and Distillers Edition is perfection with extension, what would you rather have?"

A człowiekowi ze sklepu odpowiedziałem wtedy: "Indeed" i poszedłem szybko do kasy.

ps. Wielkie podziękowania dla mojej żony, która jest bezpośrednim sponsorem tego wpisu :D

6sie/102

Destylarnia z bliska: Talisker

Marcin Górecki

O ile większość destylarni szkockich whisky mieści się w skupiskach takich jak Islay czy Dufftown,  Talisker Distillery leżąca na wyspie Skye to jedyny zakład w promieniu około 100 km. Aby tam dotrzeć drogą lądową trzeba przedrzeć się przez zachodnie wybrzeże Szkocji, a potem przez naprawdę odludne rejony Highlands, aby dotrzeć do mostu na Skye. Przy okazji można jednak zobaczyć sporo ciekawych miejsc, m.in. warto odwiedzić zamek Eilean Donan czy monument i wiadukt w Glenfinnan.

Góry Cullins

Góry Cullins

Następnie wąska, jednopasmową drogą, mijając urokliwe zatoczki wyspy i pasmo gór Cullins dotarliśmy do miejscowości Carbostmore, gdzie znajduje się destylarnia. Ciekawostką są pastwiska przez które prowadzi droga i stawiane na ich granicach Cattle Grids. Są to kratownice po których nie są w stanie przejść zwierzęta
(bo w otwory wpadają im łapki), natomiast samochód przejeżdża bez problemu.

Droga na Skye

Droga na Skye

Myśląc o odwiedzinach Talisker wyobrażaliśmy sobie małą, zaściankową destylarnię z zerowym ruchem turystycznym (w końcu to prawie koniec świata) i z cieszącym się, że wreszcie ktoś przyjechał, sympatycznym przewodnikiem. To co zastaliśmy, różniło się diametralnie od naszych wyobrażeń.

Był koniec maja, zwiedzających mnóstwo. Nie starczyło już dla nas biletów dnia którego dotarliśmy, więc musieliśmy kupić bilety na dzień następny.

Zwiedzanie zaczęło się niestandardowo, bo od degustacji (dobra opcja dla kierowców, bo zwiedzanie trwa około godziny, więc jest kiedy "wytupać" alkohol). Serwowana jest wersja podstawowa Talisker 10yo, niestety ze szklanek typu tumbler. Zwyczajowo dostaje się na degustacji  glencairny (a w Bowmore dostaliśmy nawet kieliszki Copita). Barman tłumaczył to faktem, że glencairny im za bardzo ginęły :| .

Właściwe zwiedzanie odbyło się "na szybko", bo goniła nas następna grupa.

Przed destylarnią

Przed destylarnią

Destylarnia kupuje gotowy słód, tak jak inne destylarnie należące do koncernu Diageo, w Glen Ord Maltings.

Nie ma więc infrastruktury do słodowania (swoją drogą dziwne, że Diageo opłaca się dowozić słód z drugiego wybrzeża Szkocji). Odwiedziliśmy kolejno  sieczkarnię, pomieszczenia kadzi zaciernych i fermentacyjnych, still room i magazyn (w formie wąskiego korytarza z dużą szybą). W dużej, zróżnicowanej w wiedzy grupie oczywiście nie było czasu na zadawanie szczegółowych pytań, więc byliśmy zdani na garść informacji, którą standardowo częstował turystów pan przewodnik.

Jednak na końcu, w sklepie, przewodnik poczęstował, jakby na pocieszenie, perełką -  Talisker 18yo. Zdaje się, że nagroda Best Single Malt Whisky in the World w 2007 roku dla tej właśnie edycji była w pełni zasłużona. Nie mamy niestety notatek z tastingu, ale jeśli dodatkowe 8 lat dojrzewania daje wersji 10 letniej taką jakość, to zdecydowanie nie powinno się butelkować Talisker 10yo.

9lip/100

Scotch Whisky Experience

Marcin Górecki

Do Edynburga z dużych miast Polski można dostać się już szybciej i taniej niż do stolicy. Pośród wielu atrakcji otaczających edynburski zamek jest miejsce, którego każdego fana whisky na pewno zainteresuje szczególnie. Niewielkie, przeszklone drzwi prowadzą do kamienicy, w której mieści się wystawa Scotch Whisky Experience. Czy warto wydać 10 funtów na wizytę?

Scotch Whisky Experience to miejsce dość... rodzinne! Całość wiedzy wyłożona jest w sposób zabawny i przystępny. Wizyta zaczyna się od powolnej przejażdżki "beczką" - wagonikiem przez proces tworzenia whisky.

Historię opowiada nam sympatyczna i trochę stuknięta postać ducha blendera. Gada nawet po Polsku! Swoją drogą akcentów polskich jest kilka, np. błąd ortograficzny w polskim toaście (to są dwa słowa, prawda? :D ).

Nie pamiętam dokładnie poszczególnych lokacji, ale najzabawniej było w drożdżach :D . Ciekawostką jest to, że podczas wycieczki emitowane są zapachy i np. zapach suszonego dymem torfowym jęczmienia jest łudząco podobny do oryginału.

Kolejnym etapem jest warsztat/panel z prezentacją, pozwalający zapoznać się z nutami zapachowymi charakterystycznymi dla poszczególnych regionów Szkocji. Jest to spore uproszczenie, ale należy pamiętać, że wystawa jest dostępna dla każdego. Następnie każdy dostaje szklankę Glencairn (można zabrać je ze sobą!) i kto ukończył 18 lat może dostać symboliczny "naparstek" whisky z regionu który mu najbardziej przypasował zapachowo. Reprezentantem Islay jest Laphroaig, Speyside przedstawia Glenfarclas, z Highlands można wziąć Glenmorangie. Jest jeszcze Glenkinchie z Lowlands i coś z Campbelltown.

Degustacja następuje w kolejnym pomieszczeniu, które zawiera największą kolekcję whisky na świecie. To naprawdę magiczne miejsce i wycieczka przez historię - polecam obejrzeć stare etykiety znanych marek. Zresztą ponad 3500 butelek musi robić wrażenie!

Następnie przechodzimy do miejsca gdzie wycieczka się kończy - to doskonale zaopatrzony whisky bar z wcale niezłymi cenami. Bar jest doskonale zorganizowany - mimo dość sterylnego wystroju ma wygodne loże dla spożywających i zawiera sporo zajmujących atrakcji dla najmłodszych(!) (tak aby "tata" i "mama" mogli spokojnie raczyć się jeszcze jedną szklaneczką).

Wizyta w Scotch Whisky Experience z pewnością nie zastąpi wizyty w destylarni i dla osób będących głębiej w temacie może wydawać się laicka. Ale to bardzo fajne miejsce, żeby pójść z kimś kto niekoniecznie jest maniakiem whisky.

"Profesjonalistom" polecam udać się bezpośrednio do baru - wstęp darmowy, a można wybierać z naprawdę szerokiego wachlarza roczników. Można też wziąć udział w profesjonalnej degustacji, lub wykupić droższą wycieczkę z bonusami.

Dla zainteresowanych - oto link do strony: Scotch Whisky Experience

Hint: karty EURO<26 działają jak zniżki studenckie :)

ps. Jeśli czyta to pan redaktor z http://www.edinburghwhiskyblog.com to może dorzuci Pan parę słów od siebie :) ? Zawsze dobrze mieć garść wskazówek z pierwszej ręki...

30cze/105

Skąd pochodzi barwa whisky

Marcin Górecki

O tym skąd pochodzi barwa Uisge beatha różni ludzie różnie piszą... I zazwyczaj się mylą, bo prawda jest jedna i zupełnie nieróżnorodna. Przeglądając zasoby polskiego internetu można znaleźć różne herezje na temat koloru whisky. Weźmy np. taki fragment wypowiedzi:

"(...) wiadomo, że podczas produkcji a ściślej mówiac juz podczas przygotowania słodu, destylarnia susząc go użyła wiecej torfu, co nadalo mu barwe (...)"

Na podobne objaśnienia zdarzyło mi się trafiać dość często, toteż postanowiłem się do tego tematu odnieść i obalić kilka mitów.

Barwa nie zależy od torfowości
Aby zrozumieć zagadnienie, trzeba spojrzeć pokrótce na fragment procesu produkcyjnego. Zesłodowane ziarno jęczmienia suszy się albo ciepłym powietrzem (metoda nowoczesna), albo w dymie torfowym (metoda tradycyjna). Następnie to ziarno mieli się, aby łatwiej było wypłukać cukier. Do wody z wypłukanym cukrem dodaje się drożdży i ten płyn już może fermentować. Gdy płyn osiągnie pewne stężenie alkoholu, trafia do destylacji w alembikach dwa lub trzy razy.

30cze/101

MV Finlaggan w Gdańsku

Marcin Górecki

Tym razem tylko pośrednio o whisky. Dnia 30 czerwca zwodowany został w Gdańsku, w Stoczni Północnej, kadłub promu o znamienitej nazwie Finlaggan. Zbudowany został oczywiście dla Caledonian MacBrayne . Na szkocko-wyspiarskich forach widać nie mało entuzjazmu.

Byliśmy niecałe 40 metrów od całego wydarzenia. Wodowanie poprzedziła krótka uroczystość nadania imienia, uświetniona muzyką graną przez szkocki zespół. Wygłaszane w dwóch językach przemówienia na tle polskich i szkockich flag stworzyły podniosłą atmosferę. Następnie rozbito o burtę butelkę Finlaggan Single Malt (miałem mieszane uczucia) i wielki, siedmiopokładowy kadłub z potężnym hukiem zsunął się do wody.

Imię promu to wygrana plebiscytu przeprowadzonego wśród mieszkańców szkockich wysp. Będzie obsługiwał połączenie mainlands z wyspą Islay. Jednostka może zabrać 550 pasażerów i 85 samochodów osobowych. Posiadać będzie 7 pokładów. Ukończenie prac zaplanowane jest na wiosnę 2011, więc zobaczcie na czym będziecie pływać do Bowmore, Lagavulin, Ardbeg, Bunnahabhain i reszty destylarni. Ciekawe jaką whisky armatorzy uczcili ten dzień :D

17cze/1014

Jak pić whisky i czy z colą

Marcin Górecki

Szukając w internecie pewnej publikacji, pokusiłem się o wpisanie w Google frazy najbardziej oczywistej: "Jak pić whisky". W odpowiedzi wyskoczyło 12 mln wyników, z których wybrałem sobie pierwsze 10 i pobieżnie przejrzałem. Moją uwagę przykuł wątek na jakimś forum, gdzie jedna osoba zapytała jak ma pić otrzymanego w prezencie blenda Ballnatines Finest, a gros "ekspertów" rozpoczął ognistą debatę nad tym, jak to piją "zawodowcy", że lodu absolutnie nie, że broń boże z colą czy spritem, że wyłącznie z dodatkiem wody, a w ogóle to jak pytająca osoba nie umie, to niech sobie da spokój, bo będzie profanacja. Oczywiście profanacją będzie też zastosowanie nieprofesjonalnego szkła typu tumbler :D .