Wieczór z Old Pulteney
Marcin Górecki"- Rojal mejl do ciebie" - w piątkowy poranek portierka w mojej firmie wręczyła mi kopertę dziwnie się krzywiąc. W środku znalazłem jeszcze ciepłą próbkę Old Pulteney WK 209 (do sprzedaży trafi w marcu/kwietniu), która zasiliła flotyllę spod szyldu O.P. w moim barku. Dziś postanowiliśmy uporać się z tym wszystkim, na stół trafiły regularne wersje Old Pulteney 12yo, 17yo, 21yo i jedna edycja (bardzo) specjalna - wspomniany WK 209.
W tej kolejności są uwidocznione na tytułowym zdjęciu, odpowiednio od lewej. Zacznijmy od najmłodszych:
Old Pulteney WK 209 "Good Hope"
No age dojrzewający tylko w beczkach po oloroso sherry (co znakomicie widać na zdjęciu i bardzo czuć w smaku). Ciekawostką jest pochodzenie jej nazwy - to numer burtowy i nazwa jednego z kutrów z miejscowości Wick, w pobliżu której znajduje się destylarnia. Marka Old Pulteney pretenduje do miana najbardziej morskiej whisky i mocno zaznacza marynistyczne powiązania - choćby jak obecność kutrów na etykietach czy nazwy wersji specjalnych pochodzące właśnie od nazw jednostek z pobliskiego portu rybackiego. "Good hope" to 9600 litrowych butelek, które dostać będzie można w sklepach wolnocłowych na lotniskach i bardzo rekomenduję nabycie jednej z nich. Oto noty:
Degustacja: Dalmore 12yo
Marcin Makowski
Na szlaku whisky destylarnia w Dalmore nie była może najciekawszym z odwiedzonych przez nas miejsc, jednakże tym Higlandowym trunkiem zainteresowałem się znacznie wcześniej zaciekawiony mieszanką powstałą w połowie z alkoholu leżakowanego w beczkach po burbonie, w drugiej zaś części z beczek po Sherry. Zanim przejdę do właściwego tastingu chciałbym szczególnie zwrócić waszą uwagę na przepiękne zdobione, czarne kartonowe pudełko oraz równie ładną załączoną do niego książeczkę. W kwestii wyglądu, jest to whisky prezentująca się na prawdę godnie na naszej półce. Warto także zapoznać się z opisaną historią klanu Mackenzie, która tylko wzmaga poprzednie wrażenie.
Zapach:
Słodki i cytrusowy, a jednocześnie ostry. W tle delikatnie zarysowujący się pomarańcz oraz ledwie wyczuwalny torf, którego w tej destylarni używa się tylko częściowo przy suszeniu jęczmienia, reszta zaś tego procesu korzysta z węgla.Smak:
Niezwykle bogata, oleista i ostra mieszanka. Marmolada wydaje się rysować najmocniej, nieco głębiej wanilia i biszkopt. Sherry wyjątkowo na uboczu.Finisz:
Słodki, delikatny i raczej krótki. Ponownie wyczuwamy owoce cytrusowe, a także imbir.
Podsumowując jest to whisky wyjątkowo bogata, wymagająca pewnego skupienia, a także nastroju. Jej ostrość w pomieszaniu ze słodyczą jest dla mnie równie niewyważona jak przytłaczający miodny finisz w Glenmorangie 10yo. Z tego też powodu na co dzień przekładam nad nią AnCnoc 12yo z tego samego regionu, czy też opisywaną wcześniej Caol Ila 12yo. Nie znaczy to jednak, że zakup Dalmore 12yo jest złym pomysłem, gdyż swojej wartości nabiera właśnie wtedy, kiedy mamy ochotę na coś niezwykle wykwintnego. Osobiście jednak polecałbym 15-letnią wersję tej whisky, która jest nieco bardziej łagodna, będąc jednocześnie równie bogatą.
Degustacja: Caol Ila 12yo
Marcin MakowskiBędąc w Glen Ord miałem okazję wypróbować dwie bardzo interesujące whisky, były to Talisker 10yo i omawiana tutaj Caol Ila 12yo. Przyznam, że od czasu wizyty w destylarni w Bowmore wzrosło moje zainteresowanie typowo dymnymi trunkami przy produkcji których nie szczędzi się torfu. Single malt, który zaraz omówię, od razu przykuł moją uwagę będąc whisky łagodną w smaku i jednocześnie wyraziście dymną. Oto moje wrażenia z późniejszego tastingu:
Degustacja: The Glenlivet 12yo
Marcin GóreckiNiezależna grupa ekspertów w składzie: Marta, Gruby i ja usiedliśmy sobie jakiś czas temu przy butelce doskonałego klasyka - The Glenlivet 12yo. Odczucia smakowo-zapachowe każdego z nas zostały spisane gdzieś w notesie, ale gdy dziś trafiłem na ulotkę producenta z profesjonalnym opisem tej whisky, nie mogłem ich nie skonfrontować. Oto wyniki:
