Powrót z Islay
Marcin GóreckiMinął ponad rok, od kiedy byliśmy na Islay i kiedy marcowy sztorm pokrzyżował nam plany odwiedzenia "wielkiej trójki" - Laphroaig, Lagavulin i Ardbeg. Nienasyceni ówczesną (jakkolwiek bardzo miłą) wizytą w Bowmore wróciliśmy więc 10 kwietnia do nabrzeża promowego w Kennacraig, aby przeprawić się na wyspę i dokończyć zbieranie wiedzy o whisky. W planie - wszystkie destylarnie, z Jurą włącznie.
Degustacja: Lagavulin 1993 Distillers Edition
Marcin Górecki"Lagavulin is always a good choice" - tak powiedział pewien miłośnik whisky, który stał obok mnie gdy zawahałem się w sklepie w Edynburgu sięgając po butelkę z powyższego zdjęcia.
Mam przyjemność opisać prawdziwą whisky przez duże W : Lagavulin 1993 Distillers Edition. Butelkowana w 2009 roku, a więc po 16 latach (na rynku jest już wersja 17letnia - bottling 2010). Dojrzewająca w beczkach po bourbonie i sherry z winorośli Pedro Ximenez, producent zapewnia, że whisky zyskuje dzięki temu specyficzną słodycz. Przyjemna herbaciana barwa.
Zapach: Złożony i przyjemny. Z dala delikatna woń suszonych owoców, mocny dym, zapach lekarstw i pieprz ziołowy. W miarę zbliżania się do kieliszka wyczuwamy orzechy, a potem jod - zapach morza, który staje się bardzo wyraźny - wręcz słony, po dodaniu wody. Wtedy zaczyna być wyczuwany także karmel. Wszystko to na tle sherry.
Smak: Słodko-gorzki, antyseptyczny, dymny, orzechowy. Faktura średnio gładka.
Finisz: Długi, gorzki, torfowy i słodowo-owocowy.
Jak zatem wybrać między Lagavulin 16yo a Lagavulin 1993 DE? Polecam przeczytać opis degustacji tej pierwszej - pisałem o niej w kwietniu. A aby jeszcze bardziej zamącić tym co się głowią nad wyborem, zacytuję fragment edinburghwhiskyblog.com :
"Lagavulin 16 is perfection itself and Distillers Edition is perfection with extension, what would you rather have?"
A człowiekowi ze sklepu odpowiedziałem wtedy: "Indeed" i poszedłem szybko do kasy.
ps. Wielkie podziękowania dla mojej żony, która jest bezpośrednim sponsorem tego wpisu
MV Finlaggan w Gdańsku
Marcin GóreckiTym razem tylko pośrednio o whisky. Dnia 30 czerwca zwodowany został w Gdańsku, w Stoczni Północnej, kadłub promu o znamienitej nazwie Finlaggan. Zbudowany został oczywiście dla Caledonian MacBrayne . Na szkocko-wyspiarskich forach widać nie mało entuzjazmu.
Byliśmy niecałe 40 metrów od całego wydarzenia. Wodowanie poprzedziła krótka uroczystość nadania imienia, uświetniona muzyką graną przez szkocki zespół. Wygłaszane w dwóch językach przemówienia na tle polskich i szkockich flag stworzyły podniosłą atmosferę. Następnie rozbito o burtę butelkę Finlaggan Single Malt (miałem mieszane uczucia) i wielki, siedmiopokładowy kadłub z potężnym hukiem zsunął się do wody.
Imię promu to wygrana plebiscytu przeprowadzonego wśród mieszkańców szkockich wysp. Będzie obsługiwał połączenie mainlands z wyspą Islay. Jednostka może zabrać 550 pasażerów i 85 samochodów osobowych. Posiadać będzie 7 pokładów. Ukończenie prac zaplanowane jest na wiosnę 2011, więc zobaczcie na czym będziecie pływać do Bowmore, Lagavulin, Ardbeg, Bunnahabhain i reszty destylarni. Ciekawe jaką whisky armatorzy uczcili ten dzień
Ardbeg – bliskie spotkania
Marcin Górecki
Destylarnia Ardbeg to dla mnie indywiduum. Zapewne ze względu na dość burzliwą historię najnowszą (m.in. zamknięcie w latach 1981-89, ograniczanie załogi i produkcji przed i po okresem zamknięcia) musieli pójść w trochę inną stronę niż większość marek, które jako produkty ekskluzywne i niecodzienne proponują długo starzone, dojrzałe destylaty.
Ardbeg prawdopodobnie tak nie może, bo ich nie ma (lub ma mało). Pojawia się w sprzedaży jedynie wersja 25letnia, a w 2006 roku wydano krótką serię 261 butelek destylatu z 1965 i to chyba tyle, jeśli chodzi o starsze roczniki.
Ale to nic - po 1997 roku i przejęciu przez koncern Glenmorangie, destylarnia wraca na rynek się wielkim stylu! Trzonem jest świetna, wielokrotnie nagradzana, wersja 10letnia - usmolona, torfowa i dymna, a jednocześnie owocowa i doskonale zbalansowana. Z drugiej strony Ardbeg uracza nas awangardowymi mieszankami różnych beczek jak Rollercaster, Blasda, Uigeadail, Still Young, Corryvreckan czy Supernova. A każda z nich - no age
Zawsze byłem ciekaw jak im to wyszło, a znając tylko wersję 10letnią, spodziewałem się podobnych smolno-torfowych maltów. No i w końcu miałem niewątpliwą przyjemność spróbować wersji Blasda i Uigeadail:
Ardbeg Uigeadail: czapki z głów!
Uigedail to niebanalna mieszanka maltów dojrzewających w beczkach po sherry i piewrszy oraz drugi raz używanych beczek po bourbonie. Podobnie jak wersja 10letnia nie jest filtrowany na zimno. To bardzo złożony i dostojny vatting o wysokiej zawartości alkoholu - 54.2%. Szybko pozwala on zmienić błędny pogląd, że bogactwo aromatów pochodzi tylko z długiego czasu leżakowania.
Zapach: Na tle torfu wyczuwalne są delikatniejsze zapachy: kwiaty, herbatniki, miód i wanilia. Z bliska ostrzejsze nuty gorzkiej czekolady i jodu.
Smak: Bardzo gładka na języku. Migdały, miód, po chwili dymna i słonawa.
Finisz: Złożony w smaku, posmak podobny do tego po sherry złączony z posmakiem miodu.
Blasda znaczy sweet and delicious
Tutaj mamy do czynienia z trunkiem zupełnie odbiegającym od stylu destylarni. Wydana w 2008 roku, trzykrotnie słabiej torfowana od wersji Ardbeg 10yo, Blasda zachwyca delikatnością i wykwintnością. Gorzelnicy odsłaniają tutaj mnogość smaków i zapachów, które poza dymem oferuje Islay.
Zapach: Miód lipowy, herbatniki, wanilia
Smak: Delikatna, oleista faktura. Złożony i bogaty bukiet: miód i herbatniki, wanilia, suszone owoce, bardzo delikatnie słodowo - torfowa
Finisz: Oleisty słodki, wyczuwalna wanilia i cynamon
Byliśmy zachwyceni. Te dwie małe szklanki wprowadziły nasz wykwalifikowany zespół testujący w stan euforycznego zadowolenia. Uigeadail utwierdza w przekonaniu, że Islay to właśnie to, ale delikatna Blasda pokazuje za chwilę, żeby nie wpadać w "dymną pułapkę".
Gdybym miał zrobić ranking najlepszych whisky, jakie piłem, te dwie byłyby z pewnością w pierwszej piątce. Nie jestem jednak pewien co do kolejności...
Opisywane wersje są dość drogie jak na no-age, zapewniam jednak, że to byłoby dobrze wydane 50 funtów. Z wielką niecierpliwością i czekam degustacje innych Ardbegów, poprzeczka podniesiona jest jednak bardzo wysoko
Ten post napisany od razu po degustacji byłby z pewnością bardziej przeegzaltowany, więc z jego napisaniem wstrzymywałem się prawie miesiąc. Chyba wciąż nie udaje mi się tego opanować
Degustacja: Lagavulin 16yo
Marcin GóreckiOczywiście, aby sięgnąć po jakąkolwiek whisky z Lagavulin, trzeba lubić mocny zapach i smak dymu torfowego. Ale w tej whisky, poza torfem, znajdziemy znacznie, znacznie więcej!
Jakkolwiek jestem fanem Islay, Lagavulin 10yo mnie nigdy nie zachwycał. Nie będę też ukrywał, że do wersji 16yo podszedłem zupełnie bez entuzjazmu. Jednak ta mała, 200ml butelka w zupełności wystarczyła, żeby przekonać mnie, że warto kupować trunki z tej destylarni. To naprawdę doskonały single malt.
Zatem, oto co stanęło pewnego dnia na naszym stoliku w stolicy Szkocji:
Lagavulin
16 years old
Islay
43%
£12.95/200ml (sklep w The Whisky Experience, Edynburg)
Zapach:
Potężnie dymny, ale po chwili oswajamy się z nim i zaczynamy czuć na jego tle zapach morza. Następnie delikatne nuty miodu i suszonych owoców.
Smak:
Z początku cierpka faktura zamienia się w oleistą i delikatną, typową dla dojrzałych whisky. Słodka, torfowa i dymna, po chwili przechodząca w słabszą nutę waniliową.
Finisz:
Dym i torf ze słodkim posmakiem świeżo wysuszonych, zesłodowanych ziaren jęczmienia. Nawet po wypiciu kilku piw ta whisky nie daje o sobie zapomnieć - finisz jest tak porządny, że czuć go do ranka.
Więc nie jest to whisky na codzień, chyba, że ktoś lubi budzić się i przypominać sobie dokładnie co pił poprzedniego wieczora
. Niemniej jednak, pozycja obowiązkowa, warta swojej ceny i świetnie prognozująca jeszcze starszym maltom z Lagavulin.
Degustacja: Caol Ila 12yo
Marcin MakowskiBędąc w Glen Ord miałem okazję wypróbować dwie bardzo interesujące whisky, były to Talisker 10yo i omawiana tutaj Caol Ila 12yo. Przyznam, że od czasu wizyty w destylarni w Bowmore wzrosło moje zainteresowanie typowo dymnymi trunkami przy produkcji których nie szczędzi się torfu. Single malt, który zaraz omówię, od razu przykuł moją uwagę będąc whisky łagodną w smaku i jednocześnie wyraziście dymną. Oto moje wrażenia z późniejszego tastingu:
Szlak whisky: Islay (cz.1)
Marcin GóreckiPomysł zwiedzenia kilku destylarni pojawił się po przeczytaniu tego opisu i długo chodził mi po głowie. Nagle okazało się, że w marcu bilety do Prestwick są bardzo tanie, a destylarnie w dużej części już pootwierane, więc zapadła decyzja. Polecieliśmy 18 marca na 5 bardzo intensywnych dni.
Przyjazd
Przygoda zaczęła się 18 marca o 9PM czasu ZULU na lotnisku w Prestwick. Mieliśmy mały problem, bo na nasza karta kredytowa (VISA z mbanku) nie działała w punkcie wynajmu aut. Podczas gdy chłopaki poszli zmieniać limity do kafejki internetowej, ja przyczepiłem się do bogato wyposażonego w whisky sklepu lotniskowego. I tu czekało mnie miłe powitanie - gdy tylko zapytałem o cenę Caol Ila 12yo, sprzedawca zaproponował mi kieliszek, żebym bym wiedział co kupuję
. Do czekających przy bagażach Kuby i Queuego wróciłem szeroko uśmiechnięty, a po chwili doszedł Marek z Grubym i nabitą złotówkami zwykłą debetową Visą, która cudownie zadziałała w terminalu car-rentalu. Mieliśmy auto.




