30cze/105

Skąd pochodzi barwa whisky

Marcin Górecki

O tym skąd pochodzi barwa Uisge beatha różni ludzie różnie piszą... I zazwyczaj się mylą, bo prawda jest jedna i zupełnie nieróżnorodna. Przeglądając zasoby polskiego internetu można znaleźć różne herezje na temat koloru whisky. Weźmy np. taki fragment wypowiedzi:

"(...) wiadomo, że podczas produkcji a ściślej mówiac juz podczas przygotowania słodu, destylarnia susząc go użyła wiecej torfu, co nadalo mu barwe (...)"

Na podobne objaśnienia zdarzyło mi się trafiać dość często, toteż postanowiłem się do tego tematu odnieść i obalić kilka mitów.

Barwa nie zależy od torfowości
Aby zrozumieć zagadnienie, trzeba spojrzeć pokrótce na fragment procesu produkcyjnego. Zesłodowane ziarno jęczmienia suszy się albo ciepłym powietrzem (metoda nowoczesna), albo w dymie torfowym (metoda tradycyjna). Następnie to ziarno mieli się, aby łatwiej było wypłukać cukier. Do wody z wypłukanym cukrem dodaje się drożdży i ten płyn już może fermentować. Gdy płyn osiągnie pewne stężenie alkoholu, trafia do destylacji w alembikach dwa lub trzy razy.

24maj/100

Degustacja: Dalmore 12yo

Marcin Makowski

Na szlaku whisky destylarnia w Dalmore nie była może najciekawszym z odwiedzonych przez nas miejsc, jednakże tym Higlandowym trunkiem zainteresowałem się znacznie wcześniej zaciekawiony mieszanką powstałą w połowie z alkoholu leżakowanego w beczkach po burbonie, w drugiej zaś części z beczek po Sherry. Zanim przejdę do właściwego tastingu chciałbym szczególnie zwrócić waszą uwagę na przepiękne zdobione, czarne kartonowe pudełko oraz równie ładną załączoną do niego książeczkę. W kwestii wyglądu, jest to whisky prezentująca się na prawdę godnie na naszej półce. Warto także zapoznać się z opisaną historią klanu Mackenzie, która tylko wzmaga poprzednie wrażenie.

Zapach:
Słodki i cytrusowy, a jednocześnie ostry. W tle delikatnie zarysowujący się pomarańcz oraz ledwie wyczuwalny torf, którego w tej destylarni używa się tylko częściowo przy suszeniu jęczmienia, reszta zaś tego procesu korzysta z węgla.

Smak:
Niezwykle bogata, oleista i ostra mieszanka. Marmolada wydaje się rysować najmocniej, nieco głębiej wanilia i biszkopt. Sherry wyjątkowo na uboczu.

Finisz:
Słodki, delikatny i raczej krótki. Ponownie wyczuwamy owoce cytrusowe, a także imbir.

Podsumowując jest to whisky wyjątkowo bogata, wymagająca pewnego skupienia, a także nastroju. Jej ostrość w pomieszaniu ze słodyczą jest dla mnie równie niewyważona jak przytłaczający miodny finisz w Glenmorangie 10yo. Z tego też powodu na co dzień przekładam nad nią AnCnoc 12yo z tego samego regionu, czy też opisywaną wcześniej Caol Ila 12yo. Nie znaczy to jednak, że zakup Dalmore 12yo jest złym pomysłem, gdyż swojej wartości nabiera właśnie wtedy, kiedy mamy ochotę na coś niezwykle wykwintnego. Osobiście jednak polecałbym 15-letnią wersję tej whisky, która jest nieco bardziej łagodna, będąc jednocześnie równie bogatą.

23maj/102

Degustacja: Ben Nevis 10yo

Marcin Górecki

Ha! Destylarnię Ben Nevis omijałem za każdym razem szerokim łukiem - toż to ci, którzy nie częstują po tourze swoim singlemaltem, a blendem! To ci, którzy mają takie dziwne, brzydkie alembiki! To także Ci, do których przychodzą tylko zagubieni turyści z deptaku w Fort William! Tam nie może być dobrej whisky!

Mijając ją kolejny raz przedwczoraj postanowiłem spróbować ich wyrobów - tak dla świętego spokoju i potwierdzenia moich nieomylnych (a jakże) osądów. Tego samego dnia, w pięknych okolicznościach zachodu słońca na łączce w Callander, zawartość 50ml buteleczki "Ben Nevis Single Malt 10yo" trafiła do mojego podróżnego glencairna.

27kwi/109

Degustacja: Lagavulin 16yo

Marcin Górecki

Oczywiście, aby sięgnąć po jakąkolwiek whisky z Lagavulin, trzeba lubić mocny zapach i smak dymu torfowego. Ale w tej whisky, poza torfem, znajdziemy znacznie, znacznie więcej!

Jakkolwiek jestem fanem Islay, Lagavulin 10yo mnie nigdy nie zachwycał. Nie będę też ukrywał, że do wersji 16yo podszedłem zupełnie bez entuzjazmu. Jednak ta mała, 200ml butelka w zupełności wystarczyła, żeby przekonać mnie, że warto kupować trunki z tej destylarni. To naprawdę doskonały single malt.

Zatem, oto co stanęło pewnego dnia na naszym stoliku w stolicy Szkocji:

Lagavulin
16 years old
Islay
43%
£12.95/200ml (sklep w The Whisky Experience, Edynburg)

Zapach:
Potężnie dymny, ale po chwili oswajamy się z nim i zaczynamy czuć na jego tle zapach morza. Następnie delikatne nuty miodu i suszonych owoców.
Smak:
Z początku cierpka faktura zamienia się w oleistą i delikatną, typową dla dojrzałych whisky. Słodka, torfowa i dymna, po chwili przechodząca w słabszą nutę waniliową.
Finisz:
Dym i torf ze słodkim posmakiem świeżo wysuszonych, zesłodowanych ziaren jęczmienia. Nawet po wypiciu kilku piw ta whisky nie daje o sobie zapomnieć - finisz jest tak porządny, że czuć go do ranka.

Więc nie jest to whisky na codzień, chyba, że ktoś lubi budzić się i przypominać sobie dokładnie co pił poprzedniego wieczora :) . Niemniej jednak, pozycja obowiązkowa, warta swojej ceny i świetnie prognozująca jeszcze starszym maltom z Lagavulin.

9kwi/102

Degustacja: Caol Ila 12yo

Marcin Makowski

Będąc w Glen Ord miałem okazję wypróbować dwie bardzo interesujące whisky, były to Talisker 10yo i omawiana tutaj Caol Ila 12yo. Przyznam, że od czasu wizyty w destylarni w Bowmore wzrosło moje zainteresowanie typowo dymnymi trunkami przy produkcji których nie szczędzi się torfu.  Single malt, który zaraz omówię, od razu przykuł moją uwagę będąc whisky łagodną w smaku i jednocześnie wyraziście dymną. Oto moje wrażenia z późniejszego tastingu: